-Caroline?! - krzyczał męski głos który znałam.
-Klaus? - zapytałam.
-Co się dzieję? Czemu okna są zasłonięte? - wypytywał.
-Zgubiłam pierścień. - okłamałam go.
-Naprawdę? - zapytał.
-Tak szukałam wszędzie i go nie było. - brnęłam w kłamstwa.
-Care, Jeremy napisał lecę. - powiedziała Bonnie.
-Jasne. Zadzwoń. - odpowiedziałam i pożegnałam się z przyjaciółką.
-A więc.. - ciągnął hybryda.
-A więc? - patrzałam na niego.
-Może zrobię kolację? - zapytał.
-Nie, ja zrobię jesteś gościem. - odpowiedziałam.
-Nie trzeba dam radę w kuchni. - zaśmiał się.
Po tych słowach poszedł do wymienionego pomieszczenia. Ja "pościeliłam" stół w czerwony obrus. Położyłam na nim także lampę. Po chwili Klaus przyszedł z pełnymi talerzami. Potrawy nie znałam ale pięknie pachniała oraz smakowała niesamowicie.
-Naprawdę dobrze gotujesz. - pochwaliłam.
-Wieki praktyki. - po tych słowach zaśmialiśmy się oboje. Uśmiechnęłam się w jego kierunku. Czułam się przy nim tak, tak niesamowicie, przy nim wszystko takie było.
-A więc Caroline. Masz naprawdę ładne mieszkanie. - pochwalił.
-Dziękuję. - jego słowa tak wiele dla mnie znaczyły.
-Chciałbym cię o coś zapytać. - powiedział już z mniejszym uśmiechem.
-A więc słucham. - odpowiedziałam nie spuszczając z niego oczu.
-Masz plany na najbliższe dwa tygodnie? - zapytał.
-To bardzo długi czas. Ale raczej nie. Czemu pytasz. - dopytywałam.
-Wyjeżdżam na takie małe wakacje. Do Nowego Orleanu. I chciałbym abyś pojechała ze mną. - powiedział patrząc mi w oczy.
-Tak. Zgadzam się. - uśmiechnęłam się szeroko byłam tak szczęśliwa.
-Jutro o 19:30 wyjazd spod mojego domu. - odpowiedział.
-Muszę się zacząć pakować i pójść jeszcze na jakieś szybkie zakupy. - zaczęłam wymieniać czynności.
Kol Mikaelson jeden z pierwotnych. Wampir, który czerpie radość z zabijania ludzi. Jest nieprzewidywalny. Caroline Forbes. Miła i ciepła dziewczyna z znienawidzonym przez nią sekretem. Te dwa różne światy spotykają się w zapamiętaną noc.
Wyświetlenia
czwartek, 16 października 2014
wtorek, 7 października 2014
#8 Pomoc.
PROSZE O PRZECZYTANIE NOTATKI NA DOLE!! :)
Stałam strasznie zmęczona, nie chciałam tego. Czułam jakbym umarła po raz drugi. Jejku czy ktoś może mnie przebić kołkiem. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam Esther.
-Mam do ciebie tylko jedną sprawę. - odezwała się i podniosła torebkę z kwią, odezwał się instynkt. Lecz gdy tylko do niej podbiegłam poczułam pieczenie. Odskoczyłam na łózko.
-Pewnie już wiesz czego ci brakuje. - powiedziała i ukazała ku moim oczu pierścień, mój pierścień.
-Czego chcesz? - zapytałam nie wychodząc z cienia.
-Abyś dała spokój moim dzieciom. - odpowiedziała.
-Co? - nie dowierzałam.
-Dobrze słyszałaś, a żeby się upewnić, że do nich nie pójdziesz wezmę biżuterię ze sobą. - powiedziała i wyszła z domu.
Nie spodziewałam się tego. Nie mogłam wydostać się nawet z pomieszczenia, wszędzie wpadało światło słoneczne. Rozbrzmiał dzwonek telefonu.
(Rozmowa telefoniczna)
-Halo? - spytałam trochę szlochając.
-Caroline? Wszystko w porządku co się stało? - pytał zmartwiony Kol.
-Nic, nie ważne. Nie zawracaj sobie głowy. Po co dzwonisz? - zapytałam udając szczęśliwą.
-Chciałem ci to wszystko wytłumaczyć. - odpowiedział.
-Ale o co chodzi? - spytałam, chociaż dobrze wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-O Emily. Tę dziewczynę, z którą przyszedłem. Mnie i nią nic... - zaczął tłumaczenie.
-Nie obchodzi mnie to Kol. - powiedziałam krótko.
-Spodziewałem się tego. - odpowiedział trochę smutno.
-Nie chcę twoich wyjaśnień, to twoje życie. Nie chcę ci dyktować co masz z nim zrobić. - powiedziałam bez żadnego tonu.
-Okej więc, to chyba na tyle. Może potem zadzwonię. - powiedział, a ja rozłączyłam się bez słowa.
Oparłam się o łóżko, myśląc o nim. Nie mogę o nim myśleć on jest zakochany w innej. Poza tym to nie dla mnie. Nie może tak być. Nie mogę tutaj tak siedzieć. Bonnie pewnie mi pomoże, zaczęłam wystukiwać numer.
(Rozmowa telefoniczna)
-Czego chcesz? - zapytała.
-Bonnie potrzebuje twojej pomocy. - poprosiłam.
-O co chodzi? - wciąż mówiła tym swoim wściekłym głosem.
-Potrzebuje ciebie, nie jako czarownicy ale jako przyjaciółki.. - uświadomiłam jej. -Przyjdź do mnie i pójdź do sypialni będę tam czekać. - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Szczerze mówiąc nie myślałam że przyjdzie.
-Zasłoń okna! - rozkazałam.
-Już. - powiedziała wykonując polecenie. -Wyjaśnisz mi co się dzieję? - zapytała.
Po zrobieniu wyznaczonej czynności opowiedziałam jej co się stało od początku do końca. Wstałam i poszłam do łazienki ubrać się. Usiadłyśmy razem w salonie i zaczęłyśmy wspominać. Lecz nasze myślenie przerwał trzask drzwi.
I jak się podoba ten rozdział? Tak wiem długo czekaliście ale wiecie brak weny ;d I powiedzcie mi co byście chcieli aby pojawiło się w następnym rozdziale, postaram się tam to umieścić. :) //. Mikalisa
Stałam strasznie zmęczona, nie chciałam tego. Czułam jakbym umarła po raz drugi. Jejku czy ktoś może mnie przebić kołkiem. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam Esther.
-Mam do ciebie tylko jedną sprawę. - odezwała się i podniosła torebkę z kwią, odezwał się instynkt. Lecz gdy tylko do niej podbiegłam poczułam pieczenie. Odskoczyłam na łózko.
-Pewnie już wiesz czego ci brakuje. - powiedziała i ukazała ku moim oczu pierścień, mój pierścień.
-Czego chcesz? - zapytałam nie wychodząc z cienia.
-Abyś dała spokój moim dzieciom. - odpowiedziała.
-Co? - nie dowierzałam.
-Dobrze słyszałaś, a żeby się upewnić, że do nich nie pójdziesz wezmę biżuterię ze sobą. - powiedziała i wyszła z domu.
Nie spodziewałam się tego. Nie mogłam wydostać się nawet z pomieszczenia, wszędzie wpadało światło słoneczne. Rozbrzmiał dzwonek telefonu.
(Rozmowa telefoniczna)
-Halo? - spytałam trochę szlochając.
-Caroline? Wszystko w porządku co się stało? - pytał zmartwiony Kol.
-Nic, nie ważne. Nie zawracaj sobie głowy. Po co dzwonisz? - zapytałam udając szczęśliwą.
-Chciałem ci to wszystko wytłumaczyć. - odpowiedział.
-Ale o co chodzi? - spytałam, chociaż dobrze wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-O Emily. Tę dziewczynę, z którą przyszedłem. Mnie i nią nic... - zaczął tłumaczenie.
-Nie obchodzi mnie to Kol. - powiedziałam krótko.
-Spodziewałem się tego. - odpowiedział trochę smutno.
-Nie chcę twoich wyjaśnień, to twoje życie. Nie chcę ci dyktować co masz z nim zrobić. - powiedziałam bez żadnego tonu.
-Okej więc, to chyba na tyle. Może potem zadzwonię. - powiedział, a ja rozłączyłam się bez słowa.
Oparłam się o łóżko, myśląc o nim. Nie mogę o nim myśleć on jest zakochany w innej. Poza tym to nie dla mnie. Nie może tak być. Nie mogę tutaj tak siedzieć. Bonnie pewnie mi pomoże, zaczęłam wystukiwać numer.
(Rozmowa telefoniczna)
-Czego chcesz? - zapytała.
-Bonnie potrzebuje twojej pomocy. - poprosiłam.
-O co chodzi? - wciąż mówiła tym swoim wściekłym głosem.
-Potrzebuje ciebie, nie jako czarownicy ale jako przyjaciółki.. - uświadomiłam jej. -Przyjdź do mnie i pójdź do sypialni będę tam czekać. - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Szczerze mówiąc nie myślałam że przyjdzie.
-Zasłoń okna! - rozkazałam.
-Już. - powiedziała wykonując polecenie. -Wyjaśnisz mi co się dzieję? - zapytała.
Po zrobieniu wyznaczonej czynności opowiedziałam jej co się stało od początku do końca. Wstałam i poszłam do łazienki ubrać się. Usiadłyśmy razem w salonie i zaczęłyśmy wspominać. Lecz nasze myślenie przerwał trzask drzwi.
I jak się podoba ten rozdział? Tak wiem długo czekaliście ale wiecie brak weny ;d I powiedzcie mi co byście chcieli aby pojawiło się w następnym rozdziale, postaram się tam to umieścić. :) //. Mikalisa
Subskrybuj:
Posty (Atom)


