Wyświetlenia

sobota, 17 stycznia 2015

#10 Ty też?

Tak bardzo się cieszyłam, to była jedyna dobra myśl w tym momencie. Po niedługim czasie Klaus musiał już iść, znaczy nie musiał ale mówił, że ma coś do załatwienia na mieście. Nie chciałam brnąć. Widziałam w Klausie ideał, wydawał się być opiekuńczy, czuły no i wyglądał jakby mu na mnie zależało. To naprawdę miłe uczucie. Usiadłam na krześle i dopiero teraz pomyślałam o tym, że nie wyjdę na zakupy. No bo niby jak bez pierścienia. Chyba że Bonnie dałaby radę zrobić nowy w niecały dzień. A nawet mniej po co gdybać lepiej się spytać.

(Rozmowa telefoniczna)
-Bonnie, wyrobiłabyś się do jutra rano ze zrobieniem pierścienia? - zapytałam na przywitanie.
-Mogę spróbować ale niczego nie obiecuje. Masz jakiś pierścień? - mówiła smutnym głosem.
-Tak, znajdę coś. Może wpadnij na noc razem się pogłowimy. Bonnie czy coś się stało? - zapytałam wyczuwając jej smutek.
-Porozmawiamy jak przyjdę. Zaraz będę. - powiadomiła mnie i się rozłączyła.

Naprawdę musiało się coś wydarzyć, ale przecież nie może być aż tak źle.. Posprzątałam po kolacji i czekałam tylko na przyjaciółkę. Siedziałam w ciszy przez około dziesięć minut. Podeszłam do drzwi na sygnał dzwonka i otworzyłam je dziewczynie.

-Okej, a więc najpierw powiesz co się stało a potem zajmiemy się pierścieniem. - powiedziałam zapraszając ją gestem ręki a ona tylko przytaknęła.

Gdy weszła do środka i usiadła na kanapie. Zaproponowałam jej gorące kakao ona tylko uśmiechnęła się i popatrzała na mnie smutnym wzrokiem. Gdy już ciepłe napoje były gotowe, podałam jeden z kubków przyjaciółce oraz usiadłam na przeciwko niej, rzuciłam krótkie opowiadaj i wsłuchałam się w jej opowieść.

(Na jasono-zielono opowieść Bonnie)
-A więc gdy od Ciebie wyszłam poszłam do parku na spotkanie z Jeremy'm, czekałam chwilę na niego. Gdy przyszedł przywitaliśmy się i zaczął mówić o Elenie. Ona myśli, że to my nie chcemy się więcej z nią przyjaźnić. Mówił jej, że to nie prawda ale Damon namieszał w jej głowie. Uważa, że jeśli nie dzwonimy itp no to mamy jej dość. Aktualnie mieszka z Damon'em, a nie z Alaric'iem i Jeremy'm. Ja uważam, że musimy się z nią spotkać, nawet jeśli Damon ma coś przeciwko. No ale przecież co mu szkodzi? - mówiła zapłakana przyjaciółka.
-Wiesz my strasznie przekonujemy ją, żeby wróciła do Stefana. I pewnie Damon nie chce jej stracić. Zresztą nie dziwie mu się, ona jest przecież świetna. Może powinnyśmy odpuścić. Czekaj, mam pomysł. Przecież możemy tam pójść. - stwierdziłam.
-Ale Damon nigdy nas nie wpuści. - uprzedziła ciemnowłosa.
-Gdy będziemy pod domem zadzwonię do Stefana, on z pewnością nas wpuści. - odpowiedziałam.
-No to w drogę. - podekscytowała się.
-Czekaj, za niedługo będzie wschód. Wiesz nie chcę się podpalić. - powiedziałam.
-No tak, najpierw zajmiemy się pierścieniem. - uśmiechnęła się i zaczęła działać.

Podałam jej pierścień, który wcześniej zabrałam. Był ze srebra miał średniej wielkości szmaragdowy kamień. Zajęło nam to około 15 minut. Założyłam nowy "ochraniacz". Wyszłyśmy z domu i po paru minutach byłyśmy pod domem Salvatore'ów. Zadzwoniłam do Stefana, powiadomiłam przyjaciela niedługo na niego czekałyśmy zanim się obejrzałam stał już w drzwiach. Przywitaliśmy się i weszłyśmy do środka domu. Zobaczyłam tam Damona od razu na niego naskoczyłam.


-Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęłam na przywitanie.
-Mówiłem ci coś. Masz tutaj nie przychodzić i zostawić Elene w spokoju. - warknął.
-Myślisz, że zostawię moją przyjaciółkę?!  Mylisz się! - wykrzyczałam.
-Co tu się dzieje? - spytała stojąc obok Stefana Elena.
-Elena! - krzyknęła radośnie Bonnie i podeszła do niej.
-Schował kiełki wampirku. - powiedział kpiąco Damon patrząc na mnie.
-Caroline? - popatrzała na mnie podejrzliwie Elena.

Odebrało mi mowę.. Nie wiedziałam co zrobić. Z Bonnie było inaczej, ona jest czarownicą, a Elena człowiekiem.

-Ty też jesteś wampirem? - spytała.
-Ja też? - złapałam ją za słowo.
-Damon i Stefan to wampiry. - odpowiedziała.

Popatrzałam smutno na Stefana. Mówiliśmy sobie o prawie wszystkim, byliśmy naprawdę blisko. Jak mógł mi tego nie powiedzieć? Ja jemu powiedziałam o tym. Czemu nie chciał abym wiedziała? Coś jest ze mną nie tak?
-Wychodzę. - jak powiedziałam tak zrobiłam. W parę sekund byłam już w moim mieszkanku. Położyłam się na łóżku rozmyślając o wszystkim. Nie umiałam sobie tego wszystkiego poukładać. Czemu? Czemu nie mogę być szczęśliwa?! Zawsze coś! Może gdybym nie musiała mieć uczuć. Wiem, że mogę wyłączyć człowieczeństwo ale ja... Nie wiem jakie jest ale. Przecież nic się nie stanie. Będę się lepiej czuła. Mniej sentymentów. Zrobię to.



Witam kochani po długiej przerwie. Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Wszystkie opinie proszę wyrażać w komentarzach. Przepraszam także za brak Kol'a, ten rozdział miał być poświęcony w większości Elenie. Większość osób właściwie ją najbardziej lubi więc pomyślałam i wykombinowałam. :)

czwartek, 16 października 2014

#9

-Caroline?! - krzyczał męski głos który znałam.
-Klaus? - zapytałam.
-Co się dzieję? Czemu okna są zasłonięte? - wypytywał.
-Zgubiłam pierścień. - okłamałam go.
-Naprawdę? - zapytał.
-Tak szukałam wszędzie i go nie było. - brnęłam w kłamstwa.
-Care, Jeremy napisał lecę. - powiedziała Bonnie.
-Jasne. Zadzwoń. - odpowiedziałam i pożegnałam się z przyjaciółką.
-A więc.. - ciągnął hybryda.
-A więc? - patrzałam na niego.
-Może zrobię kolację? - zapytał.
-Nie, ja zrobię jesteś gościem. - odpowiedziałam.
-Nie trzeba dam radę w kuchni. - zaśmiał się.

Po tych słowach poszedł do wymienionego pomieszczenia. Ja "pościeliłam" stół w czerwony obrus. Położyłam na nim także lampę. Po chwili Klaus przyszedł z pełnymi talerzami. Potrawy nie znałam ale pięknie pachniała oraz smakowała niesamowicie.

-Naprawdę dobrze gotujesz. - pochwaliłam.
-Wieki praktyki. - po tych słowach zaśmialiśmy się oboje. Uśmiechnęłam się w jego kierunku. Czułam się przy nim tak, tak niesamowicie, przy nim wszystko takie było.


-A więc Caroline. Masz naprawdę ładne mieszkanie. - pochwalił.
-Dziękuję. - jego słowa tak wiele dla mnie znaczyły.
-Chciałbym cię o coś zapytać. - powiedział już z mniejszym uśmiechem.
-A więc słucham. - odpowiedziałam nie spuszczając z niego oczu.
-Masz plany na najbliższe dwa tygodnie? - zapytał.
-To bardzo długi czas. Ale raczej nie. Czemu pytasz. - dopytywałam.
-Wyjeżdżam na takie małe wakacje. Do Nowego Orleanu. I chciałbym abyś pojechała ze mną. - powiedział patrząc mi w oczy.
-Tak. Zgadzam się. - uśmiechnęłam się szeroko byłam tak szczęśliwa.
-Jutro o 19:30 wyjazd spod mojego domu. - odpowiedział.
-Muszę się zacząć pakować i pójść jeszcze na jakieś szybkie zakupy. - zaczęłam wymieniać czynności.

wtorek, 7 października 2014

#8 Pomoc.

PROSZE O PRZECZYTANIE NOTATKI NA DOLE!! :)

Stałam strasznie zmęczona, nie chciałam tego. Czułam jakbym umarła po raz drugi. Jejku czy ktoś może mnie przebić kołkiem. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam Esther.
-Mam do ciebie tylko jedną sprawę. - odezwała się i podniosła torebkę z kwią, odezwał się instynkt. Lecz gdy tylko do niej podbiegłam poczułam pieczenie. Odskoczyłam na łózko.



-Pewnie już wiesz czego ci brakuje. - powiedziała i ukazała ku moim oczu pierścień, mój pierścień.
-Czego chcesz? - zapytałam nie wychodząc z cienia.
-Abyś dała spokój moim dzieciom. - odpowiedziała.
-Co? - nie dowierzałam.
-Dobrze słyszałaś, a żeby się upewnić, że do nich nie pójdziesz wezmę biżuterię ze sobą. - powiedziała i wyszła z domu.

Nie spodziewałam się tego. Nie mogłam wydostać się nawet z pomieszczenia, wszędzie wpadało światło słoneczne. Rozbrzmiał dzwonek telefonu.

(Rozmowa telefoniczna)
-Halo? - spytałam trochę szlochając.
-Caroline? Wszystko w porządku co się stało? - pytał zmartwiony Kol.
-Nic, nie ważne. Nie zawracaj sobie głowy. Po co dzwonisz? - zapytałam udając szczęśliwą.
-Chciałem ci to wszystko wytłumaczyć. - odpowiedział.
-Ale o co chodzi? - spytałam, chociaż dobrze wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-O Emily. Tę dziewczynę, z którą przyszedłem. Mnie i nią nic... - zaczął tłumaczenie.
-Nie obchodzi mnie to Kol. - powiedziałam krótko.
-Spodziewałem się tego. - odpowiedział trochę smutno.
-Nie chcę twoich wyjaśnień, to twoje życie. Nie chcę ci dyktować co masz z nim zrobić. - powiedziałam bez żadnego tonu.
-Okej więc, to chyba na tyle. Może potem zadzwonię. - powiedział, a ja rozłączyłam się bez słowa.

Oparłam się o łóżko, myśląc o nim. Nie mogę o nim myśleć on jest zakochany w innej. Poza tym to nie dla mnie. Nie może tak być. Nie mogę tutaj tak siedzieć. Bonnie pewnie mi pomoże, zaczęłam wystukiwać numer.

(Rozmowa telefoniczna)
-Czego chcesz? - zapytała.
-Bonnie potrzebuje twojej pomocy. - poprosiłam.
-O co chodzi? - wciąż mówiła tym swoim wściekłym głosem.
-Potrzebuje ciebie, nie jako czarownicy ale jako przyjaciółki.. - uświadomiłam jej. -Przyjdź do mnie i pójdź do sypialni będę tam czekać. - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Szczerze mówiąc nie myślałam że przyjdzie.
-Zasłoń okna! - rozkazałam.
-Już. - powiedziała wykonując polecenie. -Wyjaśnisz mi co się dzieję? - zapytała.

Po zrobieniu wyznaczonej czynności opowiedziałam jej co się stało od początku do końca. Wstałam i poszłam do łazienki ubrać się. Usiadłyśmy razem w salonie i zaczęłyśmy wspominać. Lecz nasze myślenie przerwał trzask drzwi.

ł

I jak się podoba ten rozdział? Tak wiem długo czekaliście ale wiecie brak weny ;d I powiedzcie mi co byście chcieli aby pojawiło się w następnym rozdziale, postaram się tam to umieścić. :) //. Mikalisa

czwartek, 25 września 2014

#7 Wyjdź.

Oczami Caroline..

Odeszliśmy, nie byłam zła na Kol'a, ale było mi smutno. Zaprosił mnie i sobie poszedł. Cieszę się, że chociaż Klaus dotrzymał mi towarzystwa. Przyznam jest bardzo miły. Pokazał mi wiele swoich obrazów. Dużo rozmawialiśmy, było miło.



-Wszystko w porządku, kochana? - zapytał ze swoim akcentem.
-Tak, czemu miało by nie być? - spojrzałam na niego pytająco.
-Wiesz Kol i ta dziewczyna wydawali się szczęśliwi. - odpowiedział..
-Nie mam nic do tego. Jesteśmy znajomymi, może przyjaciółmi ale nic więcej. - uśmiechnęłam się do niego.
-Rozumiem. On wie? - bez przerwy zadawał pytania.
-Ale o czym? - odpowiedziałam pytaniem.
-O tym, że nie jesteś człowiekiem. - odpowiedział.
-Nie, niczego nie zauważył. - powiedziałam spuszczając zwrok na aswalt.
-Hmf. - wydychnął przez nos.
-Wiesz, masz talent. - skomplementowałam go.
-Do czego? - spytał lekko marszcząc brwi.
-Do malowania. Jeszcze nigdy nie widziałam aby ktoś malował tak pięknie. - odpowiedziałam.
-Wiesz, to dlatego, że widziałem wiele. Mógłbym cię kiedyś zabrać w podróż. Co ty na Tokio, Paryż a może Londyn? - zaśmialiśmy się.
-Tak.. Byłoby fajnie odwiedzić Paryż. Te wszystkie sklepy. - zażartowałam.
-A więc jesteśmy, tu mieszkam. - kontynuowałam.
-Kiedyś zabiorę Cię do Paryża, pokażę ci muzykę, sztukę jaka tam jest. Spodoba ci się. - powiedział.
-Mam nadzieję. - odpowiedziałam i weszłam do domu.

Przyznam, że rodzina Mikaelson'ów jest naprawdę miłą rodziną. Podczas balu zobaczyłam Elenę wraz ze Stefan'em i Damon'em. Żadne z nich nie wie, że nie jestem już żywa. Strasznie ciężko mi to ukrywać. Tylko Bonnie o tym wie, ale ona po zrobieniu mi pierścienia dzięki, któremu się nie palę nie chce mieć do czynienia z nieśmiertelnymi. Żałuję, że ją straciłam. Jak mogłam dać jej odejść! Dobra wróćmy do rzeczywistości, odstawmy wspomnienia. Weszłam do mojej sypialni, wzięłam ręcznik, pidżamę i inne potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i zaczęłam myć moje mokre włosy. Po 15 minutach byłam już ubrana i naszykowana do spania. Zeszłam jeszcze na dół aby zrobić sobie herbatę. Wstawiłam wodę. Kubek już czekał na wodę. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je.

-Hej, co robiłaś na przyjęciu Mikaelson'ów? - zapytał czarnowłosy mężczyzna.
-Co cię to obchodzi Damon! - wrzasnęłam.
-Pytam o coś! Co tam robiłaś? - pytał.
-Nie powinno cię to obchodzić. Wracaj do siebie. - odpowiedziałam oschle. Potwierdzam nienawidzę.
Damon'a.-Aha, i masz dać Elenie spokój. - ostrzegł.
-Odejdź sta. - powiedziałam.ą

Wróciłam do robienia herbaty. Zaparzyłam ją i wróciłam do swojego pokoju na górze. Usiadłam na łóżko i wypiłam ciepły napój. Położyłam się pod kołdrę i usnęłam.

 Przepraszam za to że tak dziwnie jest napisane. Coś się zepsuło i nie umiem naprawić. :< Jak wam się podoba ten rozdział, jak sądzicie Care będzie z Klaus'em? //. Mikalisa

środa, 24 września 2014

#6 Nowa znajomość.

W środku tańca stwierdziłem, że ciągłe obserwowanie ich nie ma sensu. Niech robią co chcą to nie moja sprawa.
-Cześć, jestem Emily. - powiedziała brunetka z którą tańczyłem, dopiero teraz zobaczyłem jaka była ładna.
-Jestem Kol, Kol Mikaelson. - uśmiechnąłem się do niej.
-Jesteś bratem Rebekah, prawda? - zapytała.
-Starszym bratem. - zaakcentowałem pierwsze słowo.
-Nie wiedziałam, że Bekah ma takiego przystojnego starszego brata. - odpowiedziała. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Była taka miła, nie chciałem żeby przestraszyła się moją arogancją..
-A ja nie wiedziałem, że na tej sali jest tak piękna kobieta. - uśmiechnąłem się bez pokazania zębów.
-Bardzo mi miło. - zaśmiała się.
-Może zerwiemy się z tego sztywniackiego balu i pójdziemy na drinka? - zaproponowałem.
-Myślałam, że już nikt nie uratuje mnie z tej nudnej imprezy. - zaśmiała się i szła za mną.
-A więc Emily jesteś stąd? - zapytałem.
-Nie, jestem z Nowego Orleanu. - odpowiedziała uśmiechając się.
-A jak poznałaś Rebekę? - spytałem, przyznam bardzo mnie to interesowało.
-Poznałyśmy się na polowaniu. - odpowiedziała.
-Polowaniu? Na co? - spytałem lekko rozbawiony. Czy ona jest...
-Na ludzi, jestem wampirem. - potwierdziła.
-Czemu mi to powiedziałaś? Nie bałaś się mojej reakcji? - zapytałem.
-Przecież jesteś starszym bratem Rebeki. - przybliżyła się staliśmy twarz w twarz, może nie dosłownie, była niższa ode mnie o pół głowy.
-Jesteśmy. - wskazałem na Grill'a.
-Hmm, a więc to jest ta słynna knajpa dla pijaków? - spojrzała na mnie.
-Bardzo śmieszne. - powiedziałem krótko, ona się zaśmiała i weszła za mną do budynku.
-Co zamawiamy? Whisky? - zaproponowała gdy usiedliśmy na krzesłach koło baru.
-Nie wierzę, że pijesz Whisky. - zaśmiałem się.
-No to się przekonasz. Przepraszam, butelkę Whisky poproszę. - krzyknęła do barmana a on posłusznie podał jej szklaną butelkę z dwoma kieliszkami.
-Gdzie byłaś przez całą moją egzystencję? - zapytałem a ona się zaśmiała.
-Nic nie wypiłeś a już jesteś pijany? - kontynuowała w śmiechu.
-O mój boże, jakaś ty zabawna! Za dużo szampana ci podali na balu kelnerzy! - mówiłem z wielkim uśmiechem i oczyma.
-Dobra, dobra. Masz. - powiedziała z takim samym uśmiechem jak ja podając kieliszek z brązowawym napojem. Wypiłem na raz, tak jak ona.
-A więc Emily, masz tutaj jakiś nocleg? - zapytałem już trochę poważniej.
-Hmmm, nie myślałam o tym. - odpowiedziała spoglądając w puste szkło.
-No ale ja tak. - złapałem ją za rękę.
-No to może już chodźmy. - szepnęła mi do ucha.

Wyszliśmy z baru przytuleni, tak samo doszliśmy do mojego domu. Znaczy mojego rodzeństwa. Dokładniej Klaus'a. Przez całą drogę opowiadała o niesamowitych historiach, które przydarzyły jej się gdy podróżowała po świecie. Gdy spojrzałem w przód ujrzałem blondynkę, moją blondynkę. Nigdy nie zapomnę jej wzroku.


-Caroline. - urwałem krótko.
-Bal się skończył, twoja matka cię szuka powinieneś z nią pogadać. - powiedziała szybko.
-Uspokoiłem matkę, możemy iść? - nie wiadomo skąd pojawił się Klaus, i zaczął mówić do blondynki.
-Tak, jasne. Nic mnie tu nie trzyma. - odpowiedziała uśmiechając się do niego. Nie ukrywam zabolało. Przeszli koło nas jakby nas nie widzieli.
-Wszystko ok? - zapytała Emily.
-Tak jasne, chodźmy pogadać z matką. - oznajmiłem i pociągnąłem szatynkę za sobą.

Okk mamy ten rozdział za sobą, jak się podoba? Co sądzicie o Emily? I TERAZ DO TYCH KTÓRZY MÓWILI ŻE ZA SZYBKO ICH ŁĄCZE! Oni przez conajmniej 10 rozdziałów nie będą razem! W następnym rozdziale perspektywa Caroline, wracanie z Klaus'em. :) Aha i mówię, że nie mam następnego rozdziału napisanego. Więc nie wiem kiedy dodam. :) //. Mikalisa

poniedziałek, 22 września 2014

#5 Bal.

Oczami Caroline

Dostałam zaproszenie na następny dzień. TREŚĆ : Zapraszamy Caroline Forbes na bal urządzony przez rodzinę Mikaelson'ów, przyjęcie odbędzie się w Piątek o godzinie 20:30. Serdecznie zapraszamy. Byłam tak przepełniona szczęściem, lecz zaraz moja mina się zmieniła. Nie miałam odpowiedniej sukni a bal odbędzie się dziś. Wyszłam z domu, zamknęłam za sobą drzwi i pobiegłam do sklepu w którym są balowe suknie. Było ich tak wiele. W każdej chciałam się pokazać. Lecz wybrałam jedną, skromną. Była w kolorze fioletowym z czarnymi dodatkami, kupiłam do niej białe rękawiczki. Butów nie kupowałam bo miałam odpowiednie w domu. Wyszłam z torbami ze sklepu i poszłam w stronę domu. Gdy wróciłam była już 15:30. Ten czas tak szybko mija w sklepach. Postanowiłam uczesać włosy, zrobiłam opuszczonego koka, wypuściłam parę kosmyków włosów i zakręciłam lokówką. Zrobiłam lekki, ciemny makijaż. To wszystko zajęło mi 4 godziny. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Była już 19:30. Ubrałam strój i buty, wzięłam płaszcz i wyszłam. Do domu Mikealsonów był dobry kawałek więc myślę, że dotrę około 20:45. Chyba, że przemieszczę się tam w mgnieniu oka, jak inne wampiry.

Oczami Kol'a.

Pierwsi goście już przyszli, byli nimi bracia Salvatore. Przyszli z Eleną Gilbert, nie wiem dlaczego Klaus tak nalegał na zaproszenie ich.

-Elijah, kim oni są? - spytałem brata.
-Stefan i Damon są wampirami przemienionymi przez Katerinę Petrovę, a Elena jest jej doppleangerem. - wytłumaczył.
-Czyli Klaus zaprosił ich tu ponieważ ona jest jego ,,przepustką" do hybryd? - mówiłem.
-Dokładnie. - przytaknął.
-Nie wiem dlaczego Matka mu wybaczyła. - kontynuowałem.
-Ja też nie, coś jest nie tak. Nie sądzisz? - pytał.
-Możliwe, ale po co się zamartwiać. Jak przystojnie wyglądam? - zapytałem.
-Oh Kol błagam cię. - powiedział i odszedł.

Nawet nie wiem kiedy zebrało się tutaj tyle ludzi. Witałem się ze wszystkimi, z damami jak to z kobietami.

 Po chwili zobaczyłem Care. Wyglądała nieziemsko. Już chciałem do niej podejść ale przeszkodził mi w tym Klaus.

Nie, nie jestem zazdrosny. Wyglądała pięknie ale nie jesteśmy razem, i nie będziemy. Nie chcę się wiązać z człowiekiem. Okazanie śmiertelnemu uczucia to łagodność. A ja nie jestem łagodny. Żyję ciesząc się nieszczęściem innych. Uwielbiam zabijać ludzi. Wtedy wiem, że jestem sobą. I kocham to kim jestem. A poza tym jestem ideałem.

-Czy to ta dziewczyna? - spytała moja młodsza siostra.
-Skąd wiesz? - odpowiedziałem pytaniem.
-Jestem wampirem Kol, nie zapominaj o tym. - uprzedziła.
-Tak, wiem. Klaus wie, że to ją zaprosiłem? - spytałem.
-Nie, raczej nie. - odpowiedziała.
-Witam, dziękuje, że dołączyliście do nas. Odkąd nasz rodzina zbierała się razem tradycją dla nas jest rozpoczęcie przyjęcia tańcem. Dzisiaj wybraliśmy starego walca. Więc proszę niech każdy z was znajdzie sobie partnera i dołączcie do nas w sali balowej. - ogłosiła matka i wróciła do swojego pokoju. Chciałem zaprosić Caroline do tańca, lecz Klaus mnie wyprzedził. Nie zdążyłem. Tańczyłem za nimi. Nie może do czegoś dojść. Kol co cię to obchodzi. Karciłem siebie w myślach. Ale prawda była taka, że cały czas o niej myślę.

niedziela, 21 września 2014

#4 Ideał.

Oczami Kol'a.

Wyszedłem, myślałem, że nie wytrzymam. Byłem za miły, nie byłem sobą. Po co zgrywałem się tak? Dobra a więc teraz po drodze przydałoby się coś przekąsić. Zszedłem na boczną uliczkę. Była ona ciemna i pełna nachlanych osób. Uwielbiałem krew prosto z tętnicy. Z daleka ujrzałem smakowitą blondynkę. Podszedłem do niej wampirzym tempem i wtopiłem się kłami w jej słodką krew. Zabiłem ją. Nie miałem wyrzutów sumienia, bo po co? Robiłem to już tak wiele razy. Czemu ten miałby się czymś różnić. Gdy skończyłem mój posiłek postanowiłem wrócić do domu. Znalazłem się pod drzwiami w ułamku sekundy. Otworzyłem drzwi i się zaczęło.
-Gdzieś ty był?! - krzyczała zdenerwowana Bekah.
-Ej wyluzuj, nie jestem już małym chłopcem siostro. - odpowiedziałem kąśliwie.
-Tak, tak. Ale ktoś musi mi doradzić z suknią! Klaus twierdzi, że jest zajęty tym swoim mazaniem, Finn nie ma stylu, a Elijah pisze zaproszenia! - jej ton ani odrobinę się nie zmienił.
-Siostrzyczko, to nie jest mazanie lecz malowanie. - poprawił ją Niklaus.
-No dokładnie, a teraz daj mi spokój bo też muszę się wyszykować. Chociaż nawet jeśli tego nie zrobię, i tak będę wyglądać lepiej niż wy wszyscy. - zaśmiałem się i szybko zniknąłem z pomieszczenia.

Uśmiechałem się jeszcze sam do siebie, pewnie głupio to wyglądało ale mi to pasuje. Trudno jest być najmłodszym, ale pocieszam się tym, że jestem najprzystojniejszy. Musiałem wybrać garnitur, chciałbym żeby wszystkie panie omdlały z wrażenia. Ale nie muszę nic robić żeby mdlały, jestem idealny. Tak wiem jestem taaaaakim arogantem. Ale mnie to pasuję. Lubię takiego siebie. Wybrałem najlepszy garnitur od niesamowitego projektanta. Była czarna marynarka, czarne galowe spodnie, ciemna muszka i biała koszula.

Do pokoju weszła Matka.

-Kol, a ty jak zwykle szykujesz się dzień przed. - pochwaliła.
-Taa, chociaż jedno dziecko jest idealne. - powiedziałem.
-A ty jak zwykle taki skromny. - zaśmiała się.
-No a jak inaczej. - odpowiedziałem.

Przebrałem się w moje wcześniejsze ubranie. Garnitur schowałem do szafy. Usiadłem na łóżku i zacząłem myśleć o Care. Co ona w sobie takiego ma? Po co zaczynałem tę znajomość? Po co mi to? Ona jest człowiekiem! A poza tym jest tyle ładniejszych dziewczyn na świecie. Dlaczego ona? Po co wychodziła? Po co cokolwiek robiłem? Mam dość myślenia o niej. Czemu nie mogę przestać? Wcześniej nie myślałem tak o żadnej dziewczynie. No przyznam podobało mi się wiele kobiet, i to o wiele ładniejsze niż ona, ale ona ma coś. To coś, dobija mnie to uczucie. Może napiszę do niej czy ma ochotę pójść tam ze mną.. Ale po co miałaby chcieć. Tak wiem jestem IDEALNY ale po co ona ma się zgodzić? Z drugiej strony, jestem przystojny, uroczy, boski, idealny czemu miałaby się nie zgodzić? Dobra piszę. TREŚĆ WIADOMOŚCI : Hej, chciałem cię zapytać czy miałabyś ochotę pójść ze mną na bal? Kol. Wiem, wiem napisałem jak idiota ale jak miałem to napisać? Hej mała idziesz się ze mną pobujać? Błagam mam jeszcze kulturę. Po wysłaniu wiadomości strasznie się stresowałem ale czemu? Nie obchodzi mnie co ona mówi. Mam to gdzieś. Po chwili przyszedł sms od niej. TREŚĆ WIADOMOŚCI : Tak, czemu nie. Będzie fajnie. :) Kiedy i gdzie? Caroline. Odpisała. Na mojej twarzy zagościł tak szeroki uśmiech jak nigdy, hmm taki uśmiech jest seksowny. Będę się tak uśmiechał na balu. Będę miał branie, z resztą jak zawsze. Jestem ideałem. Wyszedłem ze swojego pokoju i szedłem w stronę Elijah.

-Hej mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałem.
-O co chodzi Kol? - odpowiedział pytaniem.
-Mógłbyś dopisać jeszcze jedno zaproszenie? - spytałem.
-Dla kogo? - wziął pióro do ręki.
-Poczekaj nie znam nazwiska, zaraz ci powiem. - przypomniałem sobie, zrobiło mi się głupio.
-Ahhh, Kol jeśli to kolejna dama do rozrywki to przepraszam ale,... - mówił.
-Nie! To koleżanka, chciałem żeby wpadła. - odpowiedziałem, napisałem szybko do Care. Po paru sekundach dostałem odpowiedź.
-A więc? - spytał starszy.
-Caroline Forbes. - powiedziałem, i podałem także inne potrzebne rzeczy jak adres itp.
-Dobrze, napisane. Jeszcze coś? - wkładał kartkę do koperty. Nawet na mnie nie popatrzył.
-Nie, chociaż. Mógłbyś o tym nikomu nie mówić. Wiesz jak to jest z Rebekah. - poprosiłem.
-Ahhh niech ci będzie. - odpowiedział.
-Dzięki jesteś najlepszy, ale i tak jestem przystojniejszy. - powiedziałem i zszedłem na dół do salonu.


Myślę, że ten rozdział jest dłuższy niż wcześniejsze, ale nie wiem. Naprawdę fajnie mi się go pisało. W tym rozdziale chciałam wam pokazać prawdziwego Kol'a Mikaelson'a. :) Mam nadzieję, że podołałam zadaniu. Proszę, o rady dla nowej koleżanki, która próbuje coś napisać. Wiem, że większość z was myśli, że piszę nie dojrzale, dziecinnie itp. Dlatego proszę o rady w formie komentarza. To naprawdę pomaga. Dziękuje za przeczytanie. //. Mikalisa