-Caroline?! - krzyczał męski głos który znałam.
-Klaus? - zapytałam.
-Co się dzieję? Czemu okna są zasłonięte? - wypytywał.
-Zgubiłam pierścień. - okłamałam go.
-Naprawdę? - zapytał.
-Tak szukałam wszędzie i go nie było. - brnęłam w kłamstwa.
-Care, Jeremy napisał lecę. - powiedziała Bonnie.
-Jasne. Zadzwoń. - odpowiedziałam i pożegnałam się z przyjaciółką.
-A więc.. - ciągnął hybryda.
-A więc? - patrzałam na niego.
-Może zrobię kolację? - zapytał.
-Nie, ja zrobię jesteś gościem. - odpowiedziałam.
-Nie trzeba dam radę w kuchni. - zaśmiał się.
Po tych słowach poszedł do wymienionego pomieszczenia. Ja "pościeliłam" stół w czerwony obrus. Położyłam na nim także lampę. Po chwili Klaus przyszedł z pełnymi talerzami. Potrawy nie znałam ale pięknie pachniała oraz smakowała niesamowicie.
-Naprawdę dobrze gotujesz. - pochwaliłam.
-Wieki praktyki. - po tych słowach zaśmialiśmy się oboje. Uśmiechnęłam się w jego kierunku. Czułam się przy nim tak, tak niesamowicie, przy nim wszystko takie było.
-A więc Caroline. Masz naprawdę ładne mieszkanie. - pochwalił.
-Dziękuję. - jego słowa tak wiele dla mnie znaczyły.
-Chciałbym cię o coś zapytać. - powiedział już z mniejszym uśmiechem.
-A więc słucham. - odpowiedziałam nie spuszczając z niego oczu.
-Masz plany na najbliższe dwa tygodnie? - zapytał.
-To bardzo długi czas. Ale raczej nie. Czemu pytasz. - dopytywałam.
-Wyjeżdżam na takie małe wakacje. Do Nowego Orleanu. I chciałbym abyś pojechała ze mną. - powiedział patrząc mi w oczy.
-Tak. Zgadzam się. - uśmiechnęłam się szeroko byłam tak szczęśliwa.
-Jutro o 19:30 wyjazd spod mojego domu. - odpowiedział.
-Muszę się zacząć pakować i pójść jeszcze na jakieś szybkie zakupy. - zaczęłam wymieniać czynności.
Kol Mikaelson jeden z pierwotnych. Wampir, który czerpie radość z zabijania ludzi. Jest nieprzewidywalny. Caroline Forbes. Miła i ciepła dziewczyna z znienawidzonym przez nią sekretem. Te dwa różne światy spotykają się w zapamiętaną noc.
Wyświetlenia
czwartek, 16 października 2014
wtorek, 7 października 2014
#8 Pomoc.
PROSZE O PRZECZYTANIE NOTATKI NA DOLE!! :)
Stałam strasznie zmęczona, nie chciałam tego. Czułam jakbym umarła po raz drugi. Jejku czy ktoś może mnie przebić kołkiem. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam Esther.
-Mam do ciebie tylko jedną sprawę. - odezwała się i podniosła torebkę z kwią, odezwał się instynkt. Lecz gdy tylko do niej podbiegłam poczułam pieczenie. Odskoczyłam na łózko.
-Pewnie już wiesz czego ci brakuje. - powiedziała i ukazała ku moim oczu pierścień, mój pierścień.
-Czego chcesz? - zapytałam nie wychodząc z cienia.
-Abyś dała spokój moim dzieciom. - odpowiedziała.
-Co? - nie dowierzałam.
-Dobrze słyszałaś, a żeby się upewnić, że do nich nie pójdziesz wezmę biżuterię ze sobą. - powiedziała i wyszła z domu.
Nie spodziewałam się tego. Nie mogłam wydostać się nawet z pomieszczenia, wszędzie wpadało światło słoneczne. Rozbrzmiał dzwonek telefonu.
(Rozmowa telefoniczna)
-Halo? - spytałam trochę szlochając.
-Caroline? Wszystko w porządku co się stało? - pytał zmartwiony Kol.
-Nic, nie ważne. Nie zawracaj sobie głowy. Po co dzwonisz? - zapytałam udając szczęśliwą.
-Chciałem ci to wszystko wytłumaczyć. - odpowiedział.
-Ale o co chodzi? - spytałam, chociaż dobrze wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-O Emily. Tę dziewczynę, z którą przyszedłem. Mnie i nią nic... - zaczął tłumaczenie.
-Nie obchodzi mnie to Kol. - powiedziałam krótko.
-Spodziewałem się tego. - odpowiedział trochę smutno.
-Nie chcę twoich wyjaśnień, to twoje życie. Nie chcę ci dyktować co masz z nim zrobić. - powiedziałam bez żadnego tonu.
-Okej więc, to chyba na tyle. Może potem zadzwonię. - powiedział, a ja rozłączyłam się bez słowa.
Oparłam się o łóżko, myśląc o nim. Nie mogę o nim myśleć on jest zakochany w innej. Poza tym to nie dla mnie. Nie może tak być. Nie mogę tutaj tak siedzieć. Bonnie pewnie mi pomoże, zaczęłam wystukiwać numer.
(Rozmowa telefoniczna)
-Czego chcesz? - zapytała.
-Bonnie potrzebuje twojej pomocy. - poprosiłam.
-O co chodzi? - wciąż mówiła tym swoim wściekłym głosem.
-Potrzebuje ciebie, nie jako czarownicy ale jako przyjaciółki.. - uświadomiłam jej. -Przyjdź do mnie i pójdź do sypialni będę tam czekać. - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Szczerze mówiąc nie myślałam że przyjdzie.
-Zasłoń okna! - rozkazałam.
-Już. - powiedziała wykonując polecenie. -Wyjaśnisz mi co się dzieję? - zapytała.
Po zrobieniu wyznaczonej czynności opowiedziałam jej co się stało od początku do końca. Wstałam i poszłam do łazienki ubrać się. Usiadłyśmy razem w salonie i zaczęłyśmy wspominać. Lecz nasze myślenie przerwał trzask drzwi.
I jak się podoba ten rozdział? Tak wiem długo czekaliście ale wiecie brak weny ;d I powiedzcie mi co byście chcieli aby pojawiło się w następnym rozdziale, postaram się tam to umieścić. :) //. Mikalisa
Stałam strasznie zmęczona, nie chciałam tego. Czułam jakbym umarła po raz drugi. Jejku czy ktoś może mnie przebić kołkiem. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam Esther.
-Mam do ciebie tylko jedną sprawę. - odezwała się i podniosła torebkę z kwią, odezwał się instynkt. Lecz gdy tylko do niej podbiegłam poczułam pieczenie. Odskoczyłam na łózko.
-Pewnie już wiesz czego ci brakuje. - powiedziała i ukazała ku moim oczu pierścień, mój pierścień.
-Czego chcesz? - zapytałam nie wychodząc z cienia.
-Abyś dała spokój moim dzieciom. - odpowiedziała.
-Co? - nie dowierzałam.
-Dobrze słyszałaś, a żeby się upewnić, że do nich nie pójdziesz wezmę biżuterię ze sobą. - powiedziała i wyszła z domu.
Nie spodziewałam się tego. Nie mogłam wydostać się nawet z pomieszczenia, wszędzie wpadało światło słoneczne. Rozbrzmiał dzwonek telefonu.
(Rozmowa telefoniczna)
-Halo? - spytałam trochę szlochając.
-Caroline? Wszystko w porządku co się stało? - pytał zmartwiony Kol.
-Nic, nie ważne. Nie zawracaj sobie głowy. Po co dzwonisz? - zapytałam udając szczęśliwą.
-Chciałem ci to wszystko wytłumaczyć. - odpowiedział.
-Ale o co chodzi? - spytałam, chociaż dobrze wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-O Emily. Tę dziewczynę, z którą przyszedłem. Mnie i nią nic... - zaczął tłumaczenie.
-Nie obchodzi mnie to Kol. - powiedziałam krótko.
-Spodziewałem się tego. - odpowiedział trochę smutno.
-Nie chcę twoich wyjaśnień, to twoje życie. Nie chcę ci dyktować co masz z nim zrobić. - powiedziałam bez żadnego tonu.
-Okej więc, to chyba na tyle. Może potem zadzwonię. - powiedział, a ja rozłączyłam się bez słowa.
Oparłam się o łóżko, myśląc o nim. Nie mogę o nim myśleć on jest zakochany w innej. Poza tym to nie dla mnie. Nie może tak być. Nie mogę tutaj tak siedzieć. Bonnie pewnie mi pomoże, zaczęłam wystukiwać numer.
(Rozmowa telefoniczna)
-Czego chcesz? - zapytała.
-Bonnie potrzebuje twojej pomocy. - poprosiłam.
-O co chodzi? - wciąż mówiła tym swoim wściekłym głosem.
-Potrzebuje ciebie, nie jako czarownicy ale jako przyjaciółki.. - uświadomiłam jej. -Przyjdź do mnie i pójdź do sypialni będę tam czekać. - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Szczerze mówiąc nie myślałam że przyjdzie.
-Zasłoń okna! - rozkazałam.
-Już. - powiedziała wykonując polecenie. -Wyjaśnisz mi co się dzieję? - zapytała.
Po zrobieniu wyznaczonej czynności opowiedziałam jej co się stało od początku do końca. Wstałam i poszłam do łazienki ubrać się. Usiadłyśmy razem w salonie i zaczęłyśmy wspominać. Lecz nasze myślenie przerwał trzask drzwi.
I jak się podoba ten rozdział? Tak wiem długo czekaliście ale wiecie brak weny ;d I powiedzcie mi co byście chcieli aby pojawiło się w następnym rozdziale, postaram się tam to umieścić. :) //. Mikalisa
czwartek, 25 września 2014
#7 Wyjdź.
Oczami Caroline..
Odeszliśmy, nie byłam zła na Kol'a, ale było mi smutno. Zaprosił mnie i sobie poszedł. Cieszę się, że chociaż Klaus dotrzymał mi towarzystwa. Przyznam jest bardzo miły. Pokazał mi wiele swoich obrazów. Dużo rozmawialiśmy, było miło.
-Wszystko w porządku, kochana? - zapytał ze swoim akcentem.
-Tak, czemu miało by nie być? - spojrzałam na niego pytająco.
-Wiesz Kol i ta dziewczyna wydawali się szczęśliwi. - odpowiedział..
-Nie mam nic do tego. Jesteśmy znajomymi, może przyjaciółmi ale nic więcej. - uśmiechnęłam się do niego.
-Rozumiem. On wie? - bez przerwy zadawał pytania.
-Ale o czym? - odpowiedziałam pytaniem.
-O tym, że nie jesteś człowiekiem. - odpowiedział.
-Nie, niczego nie zauważył. - powiedziałam spuszczając zwrok na aswalt.
-Hmf. - wydychnął przez nos.
-Wiesz, masz talent. - skomplementowałam go.
-Do czego? - spytał lekko marszcząc brwi.
-Do malowania. Jeszcze nigdy nie widziałam aby ktoś malował tak pięknie. - odpowiedziałam.
-Wiesz, to dlatego, że widziałem wiele. Mógłbym cię kiedyś zabrać w podróż. Co ty na Tokio, Paryż a może Londyn? - zaśmialiśmy się.
-Tak.. Byłoby fajnie odwiedzić Paryż. Te wszystkie sklepy. - zażartowałam.
-A więc jesteśmy, tu mieszkam. - kontynuowałam.
-Kiedyś zabiorę Cię do Paryża, pokażę ci muzykę, sztukę jaka tam jest. Spodoba ci się. - powiedział.
-Mam nadzieję. - odpowiedziałam i weszłam do domu.
Przyznam, że rodzina Mikaelson'ów jest naprawdę miłą rodziną. Podczas balu zobaczyłam Elenę wraz ze Stefan'em i Damon'em. Żadne z nich nie wie, że nie jestem już żywa. Strasznie ciężko mi to ukrywać. Tylko Bonnie o tym wie, ale ona po zrobieniu mi pierścienia dzięki, któremu się nie palę nie chce mieć do czynienia z nieśmiertelnymi. Żałuję, że ją straciłam. Jak mogłam dać jej odejść! Dobra wróćmy do rzeczywistości, odstawmy wspomnienia. Weszłam do mojej sypialni, wzięłam ręcznik, pidżamę i inne potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i zaczęłam myć moje mokre włosy. Po 15 minutach byłam już ubrana i naszykowana do spania. Zeszłam jeszcze na dół aby zrobić sobie herbatę. Wstawiłam wodę. Kubek już czekał na wodę. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je.
-Hej, co robiłaś na przyjęciu Mikaelson'ów? - zapytał czarnowłosy mężczyzna.
-Co cię to obchodzi Damon! - wrzasnęłam.
-Pytam o coś! Co tam robiłaś? - pytał.
Wróciłam do robienia herbaty. Zaparzyłam ją i wróciłam do swojego pokoju na górze. Usiadłam na łóżko i wypiłam ciepły napój. Położyłam się pod kołdrę i usnęłam.
Przepraszam za to że tak dziwnie jest napisane. Coś się zepsuło i nie umiem naprawić. :< Jak wam się podoba ten rozdział, jak sądzicie Care będzie z Klaus'em? //. Mikalisa
Odeszliśmy, nie byłam zła na Kol'a, ale było mi smutno. Zaprosił mnie i sobie poszedł. Cieszę się, że chociaż Klaus dotrzymał mi towarzystwa. Przyznam jest bardzo miły. Pokazał mi wiele swoich obrazów. Dużo rozmawialiśmy, było miło.
-Wszystko w porządku, kochana? - zapytał ze swoim akcentem.
-Tak, czemu miało by nie być? - spojrzałam na niego pytająco.
-Wiesz Kol i ta dziewczyna wydawali się szczęśliwi. - odpowiedział..
-Nie mam nic do tego. Jesteśmy znajomymi, może przyjaciółmi ale nic więcej. - uśmiechnęłam się do niego.
-Rozumiem. On wie? - bez przerwy zadawał pytania.
-Ale o czym? - odpowiedziałam pytaniem.
-O tym, że nie jesteś człowiekiem. - odpowiedział.
-Nie, niczego nie zauważył. - powiedziałam spuszczając zwrok na aswalt.
-Hmf. - wydychnął przez nos.
-Wiesz, masz talent. - skomplementowałam go.
-Do czego? - spytał lekko marszcząc brwi.
-Do malowania. Jeszcze nigdy nie widziałam aby ktoś malował tak pięknie. - odpowiedziałam.
-Wiesz, to dlatego, że widziałem wiele. Mógłbym cię kiedyś zabrać w podróż. Co ty na Tokio, Paryż a może Londyn? - zaśmialiśmy się.
-Tak.. Byłoby fajnie odwiedzić Paryż. Te wszystkie sklepy. - zażartowałam.
-A więc jesteśmy, tu mieszkam. - kontynuowałam.
-Kiedyś zabiorę Cię do Paryża, pokażę ci muzykę, sztukę jaka tam jest. Spodoba ci się. - powiedział.
-Mam nadzieję. - odpowiedziałam i weszłam do domu.
Przyznam, że rodzina Mikaelson'ów jest naprawdę miłą rodziną. Podczas balu zobaczyłam Elenę wraz ze Stefan'em i Damon'em. Żadne z nich nie wie, że nie jestem już żywa. Strasznie ciężko mi to ukrywać. Tylko Bonnie o tym wie, ale ona po zrobieniu mi pierścienia dzięki, któremu się nie palę nie chce mieć do czynienia z nieśmiertelnymi. Żałuję, że ją straciłam. Jak mogłam dać jej odejść! Dobra wróćmy do rzeczywistości, odstawmy wspomnienia. Weszłam do mojej sypialni, wzięłam ręcznik, pidżamę i inne potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i zaczęłam myć moje mokre włosy. Po 15 minutach byłam już ubrana i naszykowana do spania. Zeszłam jeszcze na dół aby zrobić sobie herbatę. Wstawiłam wodę. Kubek już czekał na wodę. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je.
-Hej, co robiłaś na przyjęciu Mikaelson'ów? - zapytał czarnowłosy mężczyzna.
-Co cię to obchodzi Damon! - wrzasnęłam.
-Pytam o coś! Co tam robiłaś? - pytał.
-Nie powinno cię to obchodzić. Wracaj do siebie. - odpowiedziałam oschle. Potwierdzam nienawidzę.
Damon'a.-Aha, i masz dać Elenie spokój. - ostrzegł.
-Odejdź sta. - powiedziałam.ą

Wróciłam do robienia herbaty. Zaparzyłam ją i wróciłam do swojego pokoju na górze. Usiadłam na łóżko i wypiłam ciepły napój. Położyłam się pod kołdrę i usnęłam.
Przepraszam za to że tak dziwnie jest napisane. Coś się zepsuło i nie umiem naprawić. :< Jak wam się podoba ten rozdział, jak sądzicie Care będzie z Klaus'em? //. Mikalisa
środa, 24 września 2014
#6 Nowa znajomość.
W środku tańca stwierdziłem, że ciągłe obserwowanie ich nie ma sensu. Niech robią co chcą to nie moja sprawa.
-Cześć, jestem Emily. - powiedziała brunetka z którą tańczyłem, dopiero teraz zobaczyłem jaka była ładna.
-Jestem Kol, Kol Mikaelson. - uśmiechnąłem się do niej.
-Jesteś bratem Rebekah, prawda? - zapytała.
-Starszym bratem. - zaakcentowałem pierwsze słowo.
-Nie wiedziałam, że Bekah ma takiego przystojnego starszego brata. - odpowiedziała. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Była taka miła, nie chciałem żeby przestraszyła się moją arogancją..
-A ja nie wiedziałem, że na tej sali jest tak piękna kobieta. - uśmiechnąłem się bez pokazania zębów.
-Bardzo mi miło. - zaśmiała się.
-Może zerwiemy się z tego sztywniackiego balu i pójdziemy na drinka? - zaproponowałem.
-Myślałam, że już nikt nie uratuje mnie z tej nudnej imprezy. - zaśmiała się i szła za mną.
-A więc Emily jesteś stąd? - zapytałem.
-Nie, jestem z Nowego Orleanu. - odpowiedziała uśmiechając się.
-A jak poznałaś Rebekę? - spytałem, przyznam bardzo mnie to interesowało.
-Poznałyśmy się na polowaniu. - odpowiedziała.
-Polowaniu? Na co? - spytałem lekko rozbawiony. Czy ona jest...
-Na ludzi, jestem wampirem. - potwierdziła.
-Czemu mi to powiedziałaś? Nie bałaś się mojej reakcji? - zapytałem.
-Przecież jesteś starszym bratem Rebeki. - przybliżyła się staliśmy twarz w twarz, może nie dosłownie, była niższa ode mnie o pół głowy.
-Jesteśmy. - wskazałem na Grill'a.
-Hmm, a więc to jest ta słynna knajpa dla pijaków? - spojrzała na mnie.
-Bardzo śmieszne. - powiedziałem krótko, ona się zaśmiała i weszła za mną do budynku.
-Co zamawiamy? Whisky? - zaproponowała gdy usiedliśmy na krzesłach koło baru.
-Nie wierzę, że pijesz Whisky. - zaśmiałem się.
-No to się przekonasz. Przepraszam, butelkę Whisky poproszę. - krzyknęła do barmana a on posłusznie podał jej szklaną butelkę z dwoma kieliszkami.
-Gdzie byłaś przez całą moją egzystencję? - zapytałem a ona się zaśmiała.
-Nic nie wypiłeś a już jesteś pijany? - kontynuowała w śmiechu.
-O mój boże, jakaś ty zabawna! Za dużo szampana ci podali na balu kelnerzy! - mówiłem z wielkim uśmiechem i oczyma.
-Dobra, dobra. Masz. - powiedziała z takim samym uśmiechem jak ja podając kieliszek z brązowawym napojem. Wypiłem na raz, tak jak ona.
-A więc Emily, masz tutaj jakiś nocleg? - zapytałem już trochę poważniej.
-Hmmm, nie myślałam o tym. - odpowiedziała spoglądając w puste szkło.
-No ale ja tak. - złapałem ją za rękę.
-No to może już chodźmy. - szepnęła mi do ucha.
Wyszliśmy z baru przytuleni, tak samo doszliśmy do mojego domu. Znaczy mojego rodzeństwa. Dokładniej Klaus'a. Przez całą drogę opowiadała o niesamowitych historiach, które przydarzyły jej się gdy podróżowała po świecie. Gdy spojrzałem w przód ujrzałem blondynkę, moją blondynkę. Nigdy nie zapomnę jej wzroku.
-Caroline. - urwałem krótko.
-Bal się skończył, twoja matka cię szuka powinieneś z nią pogadać. - powiedziała szybko.
-Uspokoiłem matkę, możemy iść? - nie wiadomo skąd pojawił się Klaus, i zaczął mówić do blondynki.
-Tak, jasne. Nic mnie tu nie trzyma. - odpowiedziała uśmiechając się do niego. Nie ukrywam zabolało. Przeszli koło nas jakby nas nie widzieli.
-Wszystko ok? - zapytała Emily.
-Tak jasne, chodźmy pogadać z matką. - oznajmiłem i pociągnąłem szatynkę za sobą.
Okk mamy ten rozdział za sobą, jak się podoba? Co sądzicie o Emily? I TERAZ DO TYCH KTÓRZY MÓWILI ŻE ZA SZYBKO ICH ŁĄCZE! Oni przez conajmniej 10 rozdziałów nie będą razem! W następnym rozdziale perspektywa Caroline, wracanie z Klaus'em. :) Aha i mówię, że nie mam następnego rozdziału napisanego. Więc nie wiem kiedy dodam. :) //. Mikalisa
-Cześć, jestem Emily. - powiedziała brunetka z którą tańczyłem, dopiero teraz zobaczyłem jaka była ładna.
-Jestem Kol, Kol Mikaelson. - uśmiechnąłem się do niej.
-Jesteś bratem Rebekah, prawda? - zapytała.
-Starszym bratem. - zaakcentowałem pierwsze słowo.
-Nie wiedziałam, że Bekah ma takiego przystojnego starszego brata. - odpowiedziała. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Była taka miła, nie chciałem żeby przestraszyła się moją arogancją..
-A ja nie wiedziałem, że na tej sali jest tak piękna kobieta. - uśmiechnąłem się bez pokazania zębów.
-Bardzo mi miło. - zaśmiała się.
-Może zerwiemy się z tego sztywniackiego balu i pójdziemy na drinka? - zaproponowałem.
-Myślałam, że już nikt nie uratuje mnie z tej nudnej imprezy. - zaśmiała się i szła za mną.
-A więc Emily jesteś stąd? - zapytałem.
-Nie, jestem z Nowego Orleanu. - odpowiedziała uśmiechając się.
-A jak poznałaś Rebekę? - spytałem, przyznam bardzo mnie to interesowało.
-Poznałyśmy się na polowaniu. - odpowiedziała.
-Polowaniu? Na co? - spytałem lekko rozbawiony. Czy ona jest...
-Na ludzi, jestem wampirem. - potwierdziła.
-Czemu mi to powiedziałaś? Nie bałaś się mojej reakcji? - zapytałem.
-Przecież jesteś starszym bratem Rebeki. - przybliżyła się staliśmy twarz w twarz, może nie dosłownie, była niższa ode mnie o pół głowy.
-Jesteśmy. - wskazałem na Grill'a.
-Hmm, a więc to jest ta słynna knajpa dla pijaków? - spojrzała na mnie.
-Bardzo śmieszne. - powiedziałem krótko, ona się zaśmiała i weszła za mną do budynku.
-Co zamawiamy? Whisky? - zaproponowała gdy usiedliśmy na krzesłach koło baru.
-Nie wierzę, że pijesz Whisky. - zaśmiałem się.
-No to się przekonasz. Przepraszam, butelkę Whisky poproszę. - krzyknęła do barmana a on posłusznie podał jej szklaną butelkę z dwoma kieliszkami.
-Gdzie byłaś przez całą moją egzystencję? - zapytałem a ona się zaśmiała.
-Nic nie wypiłeś a już jesteś pijany? - kontynuowała w śmiechu.
-O mój boże, jakaś ty zabawna! Za dużo szampana ci podali na balu kelnerzy! - mówiłem z wielkim uśmiechem i oczyma.
-Dobra, dobra. Masz. - powiedziała z takim samym uśmiechem jak ja podając kieliszek z brązowawym napojem. Wypiłem na raz, tak jak ona.
-A więc Emily, masz tutaj jakiś nocleg? - zapytałem już trochę poważniej.
-Hmmm, nie myślałam o tym. - odpowiedziała spoglądając w puste szkło.
-No ale ja tak. - złapałem ją za rękę.
-No to może już chodźmy. - szepnęła mi do ucha.
Wyszliśmy z baru przytuleni, tak samo doszliśmy do mojego domu. Znaczy mojego rodzeństwa. Dokładniej Klaus'a. Przez całą drogę opowiadała o niesamowitych historiach, które przydarzyły jej się gdy podróżowała po świecie. Gdy spojrzałem w przód ujrzałem blondynkę, moją blondynkę. Nigdy nie zapomnę jej wzroku.
-Caroline. - urwałem krótko.
-Bal się skończył, twoja matka cię szuka powinieneś z nią pogadać. - powiedziała szybko.
-Uspokoiłem matkę, możemy iść? - nie wiadomo skąd pojawił się Klaus, i zaczął mówić do blondynki.
-Tak, jasne. Nic mnie tu nie trzyma. - odpowiedziała uśmiechając się do niego. Nie ukrywam zabolało. Przeszli koło nas jakby nas nie widzieli.
-Wszystko ok? - zapytała Emily.
-Tak jasne, chodźmy pogadać z matką. - oznajmiłem i pociągnąłem szatynkę za sobą.
Okk mamy ten rozdział za sobą, jak się podoba? Co sądzicie o Emily? I TERAZ DO TYCH KTÓRZY MÓWILI ŻE ZA SZYBKO ICH ŁĄCZE! Oni przez conajmniej 10 rozdziałów nie będą razem! W następnym rozdziale perspektywa Caroline, wracanie z Klaus'em. :) Aha i mówię, że nie mam następnego rozdziału napisanego. Więc nie wiem kiedy dodam. :) //. Mikalisa
poniedziałek, 22 września 2014
#5 Bal.
Oczami Caroline
Dostałam zaproszenie na następny dzień. TREŚĆ : Zapraszamy Caroline Forbes na bal urządzony przez rodzinę Mikaelson'ów, przyjęcie odbędzie się w Piątek o godzinie 20:30. Serdecznie zapraszamy. Byłam tak przepełniona szczęściem, lecz zaraz moja mina się zmieniła. Nie miałam odpowiedniej sukni a bal odbędzie się dziś. Wyszłam z domu, zamknęłam za sobą drzwi i pobiegłam do sklepu w którym są balowe suknie. Było ich tak wiele. W każdej chciałam się pokazać. Lecz wybrałam jedną, skromną. Była w kolorze fioletowym z czarnymi dodatkami, kupiłam do niej białe rękawiczki. Butów nie kupowałam bo miałam odpowiednie w domu. Wyszłam z torbami ze sklepu i poszłam w stronę domu. Gdy wróciłam była już 15:30. Ten czas tak szybko mija w sklepach. Postanowiłam uczesać włosy, zrobiłam opuszczonego koka, wypuściłam parę kosmyków włosów i zakręciłam lokówką. Zrobiłam lekki, ciemny makijaż. To wszystko zajęło mi 4 godziny. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Była już 19:30. Ubrałam strój i buty, wzięłam płaszcz i wyszłam. Do domu Mikealsonów był dobry kawałek więc myślę, że dotrę około 20:45. Chyba, że przemieszczę się tam w mgnieniu oka, jak inne wampiry.
Oczami Kol'a.
Pierwsi goście już przyszli, byli nimi bracia Salvatore. Przyszli z Eleną Gilbert, nie wiem dlaczego Klaus tak nalegał na zaproszenie ich.
-Elijah, kim oni są? - spytałem brata.
-Stefan i Damon są wampirami przemienionymi przez Katerinę Petrovę, a Elena jest jej doppleangerem. - wytłumaczył.
-Czyli Klaus zaprosił ich tu ponieważ ona jest jego ,,przepustką" do hybryd? - mówiłem.
-Dokładnie. - przytaknął.
-Nie wiem dlaczego Matka mu wybaczyła. - kontynuowałem.
-Ja też nie, coś jest nie tak. Nie sądzisz? - pytał.
-Możliwe, ale po co się zamartwiać. Jak przystojnie wyglądam? - zapytałem.
-Oh Kol błagam cię. - powiedział i odszedł.
Nawet nie wiem kiedy zebrało się tutaj tyle ludzi. Witałem się ze wszystkimi, z damami jak to z kobietami.
Po chwili zobaczyłem Care. Wyglądała nieziemsko. Już chciałem do niej podejść ale przeszkodził mi w tym Klaus.
Nie, nie jestem zazdrosny. Wyglądała pięknie ale nie jesteśmy razem, i nie będziemy. Nie chcę się wiązać z człowiekiem. Okazanie śmiertelnemu uczucia to łagodność. A ja nie jestem łagodny. Żyję ciesząc się nieszczęściem innych. Uwielbiam zabijać ludzi. Wtedy wiem, że jestem sobą. I kocham to kim jestem. A poza tym jestem ideałem.
-Czy to ta dziewczyna? - spytała moja młodsza siostra.
-Skąd wiesz? - odpowiedziałem pytaniem.
-Jestem wampirem Kol, nie zapominaj o tym. - uprzedziła.
-Tak, wiem. Klaus wie, że to ją zaprosiłem? - spytałem.
-Nie, raczej nie. - odpowiedziała.
-Witam, dziękuje, że dołączyliście do nas. Odkąd nasz rodzina zbierała się razem tradycją dla nas jest rozpoczęcie przyjęcia tańcem. Dzisiaj wybraliśmy starego walca. Więc proszę niech każdy z was znajdzie sobie partnera i dołączcie do nas w sali balowej. - ogłosiła matka i wróciła do swojego pokoju. Chciałem zaprosić Caroline do tańca, lecz Klaus mnie wyprzedził. Nie zdążyłem. Tańczyłem za nimi. Nie może do czegoś dojść. Kol co cię to obchodzi. Karciłem siebie w myślach. Ale prawda była taka, że cały czas o niej myślę.
Dostałam zaproszenie na następny dzień. TREŚĆ : Zapraszamy Caroline Forbes na bal urządzony przez rodzinę Mikaelson'ów, przyjęcie odbędzie się w Piątek o godzinie 20:30. Serdecznie zapraszamy. Byłam tak przepełniona szczęściem, lecz zaraz moja mina się zmieniła. Nie miałam odpowiedniej sukni a bal odbędzie się dziś. Wyszłam z domu, zamknęłam za sobą drzwi i pobiegłam do sklepu w którym są balowe suknie. Było ich tak wiele. W każdej chciałam się pokazać. Lecz wybrałam jedną, skromną. Była w kolorze fioletowym z czarnymi dodatkami, kupiłam do niej białe rękawiczki. Butów nie kupowałam bo miałam odpowiednie w domu. Wyszłam z torbami ze sklepu i poszłam w stronę domu. Gdy wróciłam była już 15:30. Ten czas tak szybko mija w sklepach. Postanowiłam uczesać włosy, zrobiłam opuszczonego koka, wypuściłam parę kosmyków włosów i zakręciłam lokówką. Zrobiłam lekki, ciemny makijaż. To wszystko zajęło mi 4 godziny. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Była już 19:30. Ubrałam strój i buty, wzięłam płaszcz i wyszłam. Do domu Mikealsonów był dobry kawałek więc myślę, że dotrę około 20:45. Chyba, że przemieszczę się tam w mgnieniu oka, jak inne wampiry.
Oczami Kol'a.
Pierwsi goście już przyszli, byli nimi bracia Salvatore. Przyszli z Eleną Gilbert, nie wiem dlaczego Klaus tak nalegał na zaproszenie ich.
-Elijah, kim oni są? - spytałem brata.
-Stefan i Damon są wampirami przemienionymi przez Katerinę Petrovę, a Elena jest jej doppleangerem. - wytłumaczył.
-Czyli Klaus zaprosił ich tu ponieważ ona jest jego ,,przepustką" do hybryd? - mówiłem.
-Dokładnie. - przytaknął.
-Nie wiem dlaczego Matka mu wybaczyła. - kontynuowałem.
-Ja też nie, coś jest nie tak. Nie sądzisz? - pytał.
-Możliwe, ale po co się zamartwiać. Jak przystojnie wyglądam? - zapytałem.
-Oh Kol błagam cię. - powiedział i odszedł.
Nawet nie wiem kiedy zebrało się tutaj tyle ludzi. Witałem się ze wszystkimi, z damami jak to z kobietami.
Po chwili zobaczyłem Care. Wyglądała nieziemsko. Już chciałem do niej podejść ale przeszkodził mi w tym Klaus.
Nie, nie jestem zazdrosny. Wyglądała pięknie ale nie jesteśmy razem, i nie będziemy. Nie chcę się wiązać z człowiekiem. Okazanie śmiertelnemu uczucia to łagodność. A ja nie jestem łagodny. Żyję ciesząc się nieszczęściem innych. Uwielbiam zabijać ludzi. Wtedy wiem, że jestem sobą. I kocham to kim jestem. A poza tym jestem ideałem.
-Czy to ta dziewczyna? - spytała moja młodsza siostra.
-Skąd wiesz? - odpowiedziałem pytaniem.
-Jestem wampirem Kol, nie zapominaj o tym. - uprzedziła.
-Tak, wiem. Klaus wie, że to ją zaprosiłem? - spytałem.
-Nie, raczej nie. - odpowiedziała.
-Witam, dziękuje, że dołączyliście do nas. Odkąd nasz rodzina zbierała się razem tradycją dla nas jest rozpoczęcie przyjęcia tańcem. Dzisiaj wybraliśmy starego walca. Więc proszę niech każdy z was znajdzie sobie partnera i dołączcie do nas w sali balowej. - ogłosiła matka i wróciła do swojego pokoju. Chciałem zaprosić Caroline do tańca, lecz Klaus mnie wyprzedził. Nie zdążyłem. Tańczyłem za nimi. Nie może do czegoś dojść. Kol co cię to obchodzi. Karciłem siebie w myślach. Ale prawda była taka, że cały czas o niej myślę.
niedziela, 21 września 2014
#4 Ideał.
Oczami Kol'a.
Wyszedłem, myślałem, że nie wytrzymam. Byłem za miły, nie byłem sobą. Po co zgrywałem się tak? Dobra a więc teraz po drodze przydałoby się coś przekąsić. Zszedłem na boczną uliczkę. Była ona ciemna i pełna nachlanych osób. Uwielbiałem krew prosto z tętnicy. Z daleka ujrzałem smakowitą blondynkę. Podszedłem do niej wampirzym tempem i wtopiłem się kłami w jej słodką krew. Zabiłem ją. Nie miałem wyrzutów sumienia, bo po co? Robiłem to już tak wiele razy. Czemu ten miałby się czymś różnić. Gdy skończyłem mój posiłek postanowiłem wrócić do domu. Znalazłem się pod drzwiami w ułamku sekundy. Otworzyłem drzwi i się zaczęło.
-Gdzieś ty był?! - krzyczała zdenerwowana Bekah.
-Ej wyluzuj, nie jestem już małym chłopcem siostro. - odpowiedziałem kąśliwie.
-Tak, tak. Ale ktoś musi mi doradzić z suknią! Klaus twierdzi, że jest zajęty tym swoim mazaniem, Finn nie ma stylu, a Elijah pisze zaproszenia! - jej ton ani odrobinę się nie zmienił.
-Siostrzyczko, to nie jest mazanie lecz malowanie. - poprawił ją Niklaus.
-No dokładnie, a teraz daj mi spokój bo też muszę się wyszykować. Chociaż nawet jeśli tego nie zrobię, i tak będę wyglądać lepiej niż wy wszyscy. - zaśmiałem się i szybko zniknąłem z pomieszczenia.
Uśmiechałem się jeszcze sam do siebie, pewnie głupio to wyglądało ale mi to pasuje. Trudno jest być najmłodszym, ale pocieszam się tym, że jestem najprzystojniejszy. Musiałem wybrać garnitur, chciałbym żeby wszystkie panie omdlały z wrażenia. Ale nie muszę nic robić żeby mdlały, jestem idealny. Tak wiem jestem taaaaakim arogantem. Ale mnie to pasuję. Lubię takiego siebie. Wybrałem najlepszy garnitur od niesamowitego projektanta. Była czarna marynarka, czarne galowe spodnie, ciemna muszka i biała koszula.
Do pokoju weszła Matka.
-Kol, a ty jak zwykle szykujesz się dzień przed. - pochwaliła.
-Taa, chociaż jedno dziecko jest idealne. - powiedziałem.
-A ty jak zwykle taki skromny. - zaśmiała się.
-No a jak inaczej. - odpowiedziałem.
Przebrałem się w moje wcześniejsze ubranie. Garnitur schowałem do szafy. Usiadłem na łóżku i zacząłem myśleć o Care. Co ona w sobie takiego ma? Po co zaczynałem tę znajomość? Po co mi to? Ona jest człowiekiem! A poza tym jest tyle ładniejszych dziewczyn na świecie. Dlaczego ona? Po co wychodziła? Po co cokolwiek robiłem? Mam dość myślenia o niej. Czemu nie mogę przestać? Wcześniej nie myślałem tak o żadnej dziewczynie. No przyznam podobało mi się wiele kobiet, i to o wiele ładniejsze niż ona, ale ona ma coś. To coś, dobija mnie to uczucie. Może napiszę do niej czy ma ochotę pójść tam ze mną.. Ale po co miałaby chcieć. Tak wiem jestem IDEALNY ale po co ona ma się zgodzić? Z drugiej strony, jestem przystojny, uroczy, boski, idealny czemu miałaby się nie zgodzić? Dobra piszę. TREŚĆ WIADOMOŚCI : Hej, chciałem cię zapytać czy miałabyś ochotę pójść ze mną na bal? Kol. Wiem, wiem napisałem jak idiota ale jak miałem to napisać? Hej mała idziesz się ze mną pobujać? Błagam mam jeszcze kulturę. Po wysłaniu wiadomości strasznie się stresowałem ale czemu? Nie obchodzi mnie co ona mówi. Mam to gdzieś. Po chwili przyszedł sms od niej. TREŚĆ WIADOMOŚCI : Tak, czemu nie. Będzie fajnie. :) Kiedy i gdzie? Caroline. Odpisała. Na mojej twarzy zagościł tak szeroki uśmiech jak nigdy, hmm taki uśmiech jest seksowny. Będę się tak uśmiechał na balu. Będę miał branie, z resztą jak zawsze. Jestem ideałem. Wyszedłem ze swojego pokoju i szedłem w stronę Elijah.
-Hej mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałem.
-O co chodzi Kol? - odpowiedział pytaniem.
-Mógłbyś dopisać jeszcze jedno zaproszenie? - spytałem.
-Dla kogo? - wziął pióro do ręki.
-Poczekaj nie znam nazwiska, zaraz ci powiem. - przypomniałem sobie, zrobiło mi się głupio.
-Ahhh, Kol jeśli to kolejna dama do rozrywki to przepraszam ale,... - mówił.
-Nie! To koleżanka, chciałem żeby wpadła. - odpowiedziałem, napisałem szybko do Care. Po paru sekundach dostałem odpowiedź.
-A więc? - spytał starszy.
-Caroline Forbes. - powiedziałem, i podałem także inne potrzebne rzeczy jak adres itp.
-Dobrze, napisane. Jeszcze coś? - wkładał kartkę do koperty. Nawet na mnie nie popatrzył.
-Nie, chociaż. Mógłbyś o tym nikomu nie mówić. Wiesz jak to jest z Rebekah. - poprosiłem.
-Ahhh niech ci będzie. - odpowiedział.
-Dzięki jesteś najlepszy, ale i tak jestem przystojniejszy. - powiedziałem i zszedłem na dół do salonu.
Myślę, że ten rozdział jest dłuższy niż wcześniejsze, ale nie wiem. Naprawdę fajnie mi się go pisało. W tym rozdziale chciałam wam pokazać prawdziwego Kol'a Mikaelson'a. :) Mam nadzieję, że podołałam zadaniu. Proszę, o rady dla nowej koleżanki, która próbuje coś napisać. Wiem, że większość z was myśli, że piszę nie dojrzale, dziecinnie itp. Dlatego proszę o rady w formie komentarza. To naprawdę pomaga. Dziękuje za przeczytanie. //. Mikalisa
Wyszedłem, myślałem, że nie wytrzymam. Byłem za miły, nie byłem sobą. Po co zgrywałem się tak? Dobra a więc teraz po drodze przydałoby się coś przekąsić. Zszedłem na boczną uliczkę. Była ona ciemna i pełna nachlanych osób. Uwielbiałem krew prosto z tętnicy. Z daleka ujrzałem smakowitą blondynkę. Podszedłem do niej wampirzym tempem i wtopiłem się kłami w jej słodką krew. Zabiłem ją. Nie miałem wyrzutów sumienia, bo po co? Robiłem to już tak wiele razy. Czemu ten miałby się czymś różnić. Gdy skończyłem mój posiłek postanowiłem wrócić do domu. Znalazłem się pod drzwiami w ułamku sekundy. Otworzyłem drzwi i się zaczęło.
-Gdzieś ty był?! - krzyczała zdenerwowana Bekah.
-Ej wyluzuj, nie jestem już małym chłopcem siostro. - odpowiedziałem kąśliwie.
-Tak, tak. Ale ktoś musi mi doradzić z suknią! Klaus twierdzi, że jest zajęty tym swoim mazaniem, Finn nie ma stylu, a Elijah pisze zaproszenia! - jej ton ani odrobinę się nie zmienił.
-Siostrzyczko, to nie jest mazanie lecz malowanie. - poprawił ją Niklaus.
-No dokładnie, a teraz daj mi spokój bo też muszę się wyszykować. Chociaż nawet jeśli tego nie zrobię, i tak będę wyglądać lepiej niż wy wszyscy. - zaśmiałem się i szybko zniknąłem z pomieszczenia.
Uśmiechałem się jeszcze sam do siebie, pewnie głupio to wyglądało ale mi to pasuje. Trudno jest być najmłodszym, ale pocieszam się tym, że jestem najprzystojniejszy. Musiałem wybrać garnitur, chciałbym żeby wszystkie panie omdlały z wrażenia. Ale nie muszę nic robić żeby mdlały, jestem idealny. Tak wiem jestem taaaaakim arogantem. Ale mnie to pasuję. Lubię takiego siebie. Wybrałem najlepszy garnitur od niesamowitego projektanta. Była czarna marynarka, czarne galowe spodnie, ciemna muszka i biała koszula.
Do pokoju weszła Matka.
-Kol, a ty jak zwykle szykujesz się dzień przed. - pochwaliła.
-Taa, chociaż jedno dziecko jest idealne. - powiedziałem.
-A ty jak zwykle taki skromny. - zaśmiała się.
-No a jak inaczej. - odpowiedziałem.
Przebrałem się w moje wcześniejsze ubranie. Garnitur schowałem do szafy. Usiadłem na łóżku i zacząłem myśleć o Care. Co ona w sobie takiego ma? Po co zaczynałem tę znajomość? Po co mi to? Ona jest człowiekiem! A poza tym jest tyle ładniejszych dziewczyn na świecie. Dlaczego ona? Po co wychodziła? Po co cokolwiek robiłem? Mam dość myślenia o niej. Czemu nie mogę przestać? Wcześniej nie myślałem tak o żadnej dziewczynie. No przyznam podobało mi się wiele kobiet, i to o wiele ładniejsze niż ona, ale ona ma coś. To coś, dobija mnie to uczucie. Może napiszę do niej czy ma ochotę pójść tam ze mną.. Ale po co miałaby chcieć. Tak wiem jestem IDEALNY ale po co ona ma się zgodzić? Z drugiej strony, jestem przystojny, uroczy, boski, idealny czemu miałaby się nie zgodzić? Dobra piszę. TREŚĆ WIADOMOŚCI : Hej, chciałem cię zapytać czy miałabyś ochotę pójść ze mną na bal? Kol. Wiem, wiem napisałem jak idiota ale jak miałem to napisać? Hej mała idziesz się ze mną pobujać? Błagam mam jeszcze kulturę. Po wysłaniu wiadomości strasznie się stresowałem ale czemu? Nie obchodzi mnie co ona mówi. Mam to gdzieś. Po chwili przyszedł sms od niej. TREŚĆ WIADOMOŚCI : Tak, czemu nie. Będzie fajnie. :) Kiedy i gdzie? Caroline. Odpisała. Na mojej twarzy zagościł tak szeroki uśmiech jak nigdy, hmm taki uśmiech jest seksowny. Będę się tak uśmiechał na balu. Będę miał branie, z resztą jak zawsze. Jestem ideałem. Wyszedłem ze swojego pokoju i szedłem w stronę Elijah.
-Hej mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałem.
-O co chodzi Kol? - odpowiedział pytaniem.
-Mógłbyś dopisać jeszcze jedno zaproszenie? - spytałem.
-Dla kogo? - wziął pióro do ręki.
-Poczekaj nie znam nazwiska, zaraz ci powiem. - przypomniałem sobie, zrobiło mi się głupio.
-Ahhh, Kol jeśli to kolejna dama do rozrywki to przepraszam ale,... - mówił.
-Nie! To koleżanka, chciałem żeby wpadła. - odpowiedziałem, napisałem szybko do Care. Po paru sekundach dostałem odpowiedź.
-A więc? - spytał starszy.
-Caroline Forbes. - powiedziałem, i podałem także inne potrzebne rzeczy jak adres itp.
-Dobrze, napisane. Jeszcze coś? - wkładał kartkę do koperty. Nawet na mnie nie popatrzył.
-Nie, chociaż. Mógłbyś o tym nikomu nie mówić. Wiesz jak to jest z Rebekah. - poprosiłem.
-Ahhh niech ci będzie. - odpowiedział.
-Dzięki jesteś najlepszy, ale i tak jestem przystojniejszy. - powiedziałem i zszedłem na dół do salonu.
Myślę, że ten rozdział jest dłuższy niż wcześniejsze, ale nie wiem. Naprawdę fajnie mi się go pisało. W tym rozdziale chciałam wam pokazać prawdziwego Kol'a Mikaelson'a. :) Mam nadzieję, że podołałam zadaniu. Proszę, o rady dla nowej koleżanki, która próbuje coś napisać. Wiem, że większość z was myśli, że piszę nie dojrzale, dziecinnie itp. Dlatego proszę o rady w formie komentarza. To naprawdę pomaga. Dziękuje za przeczytanie. //. Mikalisa
Notka.
Bardzo mi przykro, że nikt nie komentuje. :< Wychodzi na to że nikt nie czyta, a szkoda bo napracowałam się nad wym blogiem. Pokładałam w nim duże nadzieje. Dużo osób komentowało na fb, ale ja myślę, że nikt tego nie czytał tylko tak sobie skomentował. Zawiodłam się. Chciałam jeszcze przeprosić Justynę. TAK WIEM SZYBKO REZYGNUJE. Nie usuwam bloga, ale go zawieszam. Przepraszam także tych którzy czytali te moje wypociny. :< Mam 1 komentarz. Jeśli będzie ich co najmniej 5 to zacznę znów wstawiać rozdziały. I miłego dnia życzę. :)
wtorek, 16 września 2014
#3 Porozmawiać o balu.
Obudziłam się, otworzyłam oczy i zobaczyłam jego z tym jego czarującym uśmiechem. Patrzałam zaspana na niego przez chwilę.
-Dzień dobry, słoneczko. - uśmiechnął się lekko.
-Hej. - odpowiedziałam zaspana.
-Czekaj, czekaj. Czy ty i ja? Czy między nami coś zaszło? - zapytałam zestresowana.
-Nie, no co ty. - odpowiedział.
Wstałam jak oparzona. Dlaczego nie? Czy jest ze mną coś nie tak? Dobra dajmy sobie spokój. Podeszłam do komody, wyjęłam koszulkę z krótkim rękawkiem z supermana, długie ciemne jeansy. Poszłam do łazienki, Ubrałam się, włosy zrobiłam w loki i zrobiłam lekki makijaż. Wróciłam do pokoju, schowałam pidżamę i popatrzałam w stronę łóżka. Kol oparł głowę na swojej ręce, co było dziwne był nagi. Przynajmniej u góry.
-Mógłbyś się ubrać? - poprosiłam.
-Może ty to zrobisz? - uśmiechnął się szeroko.
-Kol nie bądź taki. - powiedziałam gdy odwróciłam się i stał tuż przede mną. Spojrzałam w dół i zobaczyłam jego ,,narząd". Szybko uniosłam wzrok na jego twarz.
-Co cię tak śmieszy? - spytałam patrząc na jego uśmieszek.
-Ty. - po powiedzeniu tego chciał mnie przytulić.
-E, e, e najpierw się ubierz. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Zeszłam po schodach i weszłam do kuchni. Wstawiłam elektryczny czajnik na herbatę. Wyjęłam wszystko co potrzebne do gofrów i zaczęłam je robić, tak na prawdę to mikser je robił a nie ja. Po 5 minutach już skończyłam. Rozłożyłam wszystko na stoliku w salonie. Zaraz po tym jak skończyłam i usiadłam wszedł Kol. Uśmiechnął się i popatrzał na mnie ze zdziwieniem.
Popatrzałam na niego tym samym wzrokiem.
-No co? - spytałam.
-Nic, ale jestem zdziwiony. - odpowiedział.
-Ale czym? - zapytałam.
-Tym, nie wiedziałem, że gotujesz. - zaśmiał się.
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - zrobiłam to samo co chłopak.
-Wiem, i chcę poznać tę słodką dziewczynę, która stoi przede mną. - uśmiechnął się, a ja? Poczułam rumieńce na policzkach. Żeby nie prowadzić dalej rozmowy wzięłam gofra i zaczęłam jeść. Kol zrobił to samo. Zjedliśmy posiłek w głuchej ciszy. Trwało to 15 minut a czułam jakby to była wieczność. Wstałam od stołu i posprzątałam po posiłku. Gdy już skończyłam usłyszałam, że ktoś dzwoni do Kol'a. Wiem, że to idiotyczne ale podsłuchałam kawałek rozmowy.
-Tak wiem, że matka chcę się spotkać i porozmawiać o balu. Bekah nie martw się zaraz będę. - tylko tyle usłyszałam. Szybko odbiegłam od ściany żeby nie myślał, że podsłuchałam.
-Care, muszę już iść. Siostra dzwoniła, i miała wielkie pretensję. - tłumaczył się.
-Nie no rozumiem, spoko. - uśmiechnęłam się fałszywie.
-Ej, ej co to za uśmiech? - zapytał.
-Normalny. - odpowiedziałam.
-Potem pogadamy trochę się śpieszę. - powiedział wychodząc.
-Dobra to do potem. - odpowiedziałam.
-Poczekaj, dasz mi swój numer? - po chwili doszło do mnie co powiedział.
-Tak jasne, poczekaj. - próbowałam przypomnieć sobie mój numer.
-Dobra zapisz. - podał mi swojego iPhone'a. Wpisałam numer.
-Już. - oddałam mu komórkę.
-Ok zadzwonię. - na pożegnanie tylko się uśmiechnął. Miałam nadzieję na jakiś gest.
Wróciłam do domu, rzuciłam się na łóżko i zadzwoniłam do Eleny - mojej najlepszej przyjaciółki.
(Rozmowa telefoniczna)
-Hej Elena, przyjdziesz do mnie musimy pogadać. - powiedziałam na jednym wydechu.
-Hej może spotkamy się na mieście? - zaproponowała.
-W sumie też może być. Ok to za 30 minut w Grill'u? - odpowiedziałam.
-Jasne, mogę wziąć ze sobą Damon'a? - spytała.
-Chciałam pogadać sam na sam. - odpowiedziałam.
-Nie no spoczko, to za 30 minut w Grill'u. Pa - pożegnała się.
-Pa. - zrobiłam to samo co przyjaciółka.
Chciałam się wygadać Elenie, wiem, że mogę jej zaufać. Ale martwi mnie jej związek ze Damon'em. O wiele bardziej wolałam Stefan'a. Ale to jej wybór. Postanowiłam przejść się zanim spotkam się z Eleną,
I jak się 3 rozdział podoba? Bo mi nie za bardzo, jest denny. Jejku załamałam się sobą. Dodawajcie komentarze. //. Mikalisa
-Dzień dobry, słoneczko. - uśmiechnął się lekko.
-Hej. - odpowiedziałam zaspana.
-Czekaj, czekaj. Czy ty i ja? Czy między nami coś zaszło? - zapytałam zestresowana.
-Nie, no co ty. - odpowiedział.
Wstałam jak oparzona. Dlaczego nie? Czy jest ze mną coś nie tak? Dobra dajmy sobie spokój. Podeszłam do komody, wyjęłam koszulkę z krótkim rękawkiem z supermana, długie ciemne jeansy. Poszłam do łazienki, Ubrałam się, włosy zrobiłam w loki i zrobiłam lekki makijaż. Wróciłam do pokoju, schowałam pidżamę i popatrzałam w stronę łóżka. Kol oparł głowę na swojej ręce, co było dziwne był nagi. Przynajmniej u góry.
-Mógłbyś się ubrać? - poprosiłam.
-Może ty to zrobisz? - uśmiechnął się szeroko.
-Kol nie bądź taki. - powiedziałam gdy odwróciłam się i stał tuż przede mną. Spojrzałam w dół i zobaczyłam jego ,,narząd". Szybko uniosłam wzrok na jego twarz.
-Co cię tak śmieszy? - spytałam patrząc na jego uśmieszek.
-Ty. - po powiedzeniu tego chciał mnie przytulić.
-E, e, e najpierw się ubierz. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Zeszłam po schodach i weszłam do kuchni. Wstawiłam elektryczny czajnik na herbatę. Wyjęłam wszystko co potrzebne do gofrów i zaczęłam je robić, tak na prawdę to mikser je robił a nie ja. Po 5 minutach już skończyłam. Rozłożyłam wszystko na stoliku w salonie. Zaraz po tym jak skończyłam i usiadłam wszedł Kol. Uśmiechnął się i popatrzał na mnie ze zdziwieniem.
Popatrzałam na niego tym samym wzrokiem.
-No co? - spytałam.
-Nic, ale jestem zdziwiony. - odpowiedział.
-Ale czym? - zapytałam.
-Tym, nie wiedziałem, że gotujesz. - zaśmiał się.
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - zrobiłam to samo co chłopak.
-Wiem, i chcę poznać tę słodką dziewczynę, która stoi przede mną. - uśmiechnął się, a ja? Poczułam rumieńce na policzkach. Żeby nie prowadzić dalej rozmowy wzięłam gofra i zaczęłam jeść. Kol zrobił to samo. Zjedliśmy posiłek w głuchej ciszy. Trwało to 15 minut a czułam jakby to była wieczność. Wstałam od stołu i posprzątałam po posiłku. Gdy już skończyłam usłyszałam, że ktoś dzwoni do Kol'a. Wiem, że to idiotyczne ale podsłuchałam kawałek rozmowy.
-Tak wiem, że matka chcę się spotkać i porozmawiać o balu. Bekah nie martw się zaraz będę. - tylko tyle usłyszałam. Szybko odbiegłam od ściany żeby nie myślał, że podsłuchałam.
-Care, muszę już iść. Siostra dzwoniła, i miała wielkie pretensję. - tłumaczył się.
-Nie no rozumiem, spoko. - uśmiechnęłam się fałszywie.
-Ej, ej co to za uśmiech? - zapytał.
-Normalny. - odpowiedziałam.
-Potem pogadamy trochę się śpieszę. - powiedział wychodząc.
-Dobra to do potem. - odpowiedziałam.
-Poczekaj, dasz mi swój numer? - po chwili doszło do mnie co powiedział.
-Tak jasne, poczekaj. - próbowałam przypomnieć sobie mój numer.
-Dobra zapisz. - podał mi swojego iPhone'a. Wpisałam numer.
-Już. - oddałam mu komórkę.
-Ok zadzwonię. - na pożegnanie tylko się uśmiechnął. Miałam nadzieję na jakiś gest.
Wróciłam do domu, rzuciłam się na łóżko i zadzwoniłam do Eleny - mojej najlepszej przyjaciółki.
(Rozmowa telefoniczna)
-Hej Elena, przyjdziesz do mnie musimy pogadać. - powiedziałam na jednym wydechu.
-Hej może spotkamy się na mieście? - zaproponowała.
-W sumie też może być. Ok to za 30 minut w Grill'u? - odpowiedziałam.
-Jasne, mogę wziąć ze sobą Damon'a? - spytała.
-Chciałam pogadać sam na sam. - odpowiedziałam.
-Nie no spoczko, to za 30 minut w Grill'u. Pa - pożegnała się.
-Pa. - zrobiłam to samo co przyjaciółka.
Chciałam się wygadać Elenie, wiem, że mogę jej zaufać. Ale martwi mnie jej związek ze Damon'em. O wiele bardziej wolałam Stefan'a. Ale to jej wybór. Postanowiłam przejść się zanim spotkam się z Eleną,
I jak się 3 rozdział podoba? Bo mi nie za bardzo, jest denny. Jejku załamałam się sobą. Dodawajcie komentarze. //. Mikalisa
poniedziałek, 15 września 2014
#2 Co ja zrobiłam?
-Chodź, pokażę ci pokój. - ,,odzyskałam" moje ręce i weszłam schodami do góry.
-Przytulnie tu. - powiedział patrząc na mnie.
-Dzięki. Przyniosę ci pościel. - odpowiedziałam i poszłam do pokoju obok.
On jest taki, taki, taki inny. Jest niesamowicie przystojny. Ale dlaczego leżał na ulicy? Teraz jak tak o tym myślę to zaprosiłam całkowicie obcą osobę do domu. Jaka ja jestem głupia. Tyle się teraz mówi o morderstwach, o ciałach bez krwi, lub o zniknięciach. O mój boże jaką idiotką jestem. Ale nie mogę mu teraz wygarnąć wyjdź. Dobra muszę jakoś to przeżyć. Nie zadzwonie na policję bo nie wiem czy jest mordercą. Jejku narobiłam sobie biedy.
-Hej wszystko w porządku? - nie zorientowałam się kiedy pojawił się za mną.
-Tak. - skłamałam.
-Nie musisz mnie okłamywać. - odpowiedział trochę smutno.
-Przecież cię nie okłamuje. - zaprzeczałam.
-I znowu to robisz. Dobra niech ci już będzie, że nie myślałaś o tym, że wpuściłaś obcego mężczyzny do domu. - powiedział.
-Przepraszam. - powiedziałam.
-Nie ma sprawy, nie jestem zdziwiony. - uśmiechnął się do mnie.
-Ok to ja ci pościelę w sypialni. - powiedziałam trochę zawstydzona. Skąd on wiedział?
-A ty gdzie będziesz spała? Nie mów mi że w salonie. - roześmiał się.
-Niestety. - powiedziałam już trochę zła. Jejku jest u kogoś i jeszcze ma pretensje? Co za typ.
-Nie wyśpisz się, ja mogę iść do salonu. - zaproponował.
-Nie, jesteś gościem i nie mogę ci kazać spać na kanapie. - kłóciłam się.
-Słuchaj nie chcę żebyś nie wygodnie spała. - odpowiedział.
-Ale to już mój problem! - krzyknęłam.
-Dobra słuchaj mam pomysł. - powiedział spokojnie.
-Jaki? - zapytałam zła.
-Obydwoje śpimy w sypialni. - odpowiedział.
-No dobra. - odpowiedziałam po zastanowieniu. Nie chciałam żeby tu był, a co dopiero spać z nim w jednym łóźku. MASAKRA!
Pościeliłam już łóżko. Postanowiłam, że w nocy i tak przeniosę się do salonu. Kol siedział koło mnie.
-Masz zamiar się wykąpać? - spytałam.
-Serio? Masz do mnie pretensje, że nie idę się wykąpać a sama nie chcesz mnie tutaj. - roześmiał się. Zrobiło mi się głupio. Teraz zrozumiałam jak głupio musiało to brzmieć.
-Ja przepraszam. Jestem dla ciebie wredna nie dlatego, że cię zaprosiłam tylko... Zerwałam z chłopakiem. - powiedziałam.
-Ok jest ok. Idę się wykąpać. - powiedział krótko, uśmiechnął się i wyszedł, wtedy kiedy chciałam żeby siedział obok mnie.
Postanowiłam nie czekać na niego i położyłam się spać. Chodź była już 03:30. Zasnęłam bez problemów.
Mam nadzieję że rozdział się podoba. Proszę o komentarze, to oznaka dla mnie że warto pisać te wypociny! //. Mikalisa
piątek, 12 września 2014
#1 ,,Nie smuć się Care."
Obudziłam się późnego wieczora, spojrzałam przez okno, prosto na aswalt. Wydawało mi się, że ktoś tam leży. Po przetarciu oczu uświadomiłam sobie, że mi się nie wydaje. Zbiegłam po schodach na dół. Narzuciłam na siebie polarową, szarą bluzę, założyłam moje rozchodzone conversy i wyszłam z domu. Podbiegłam do mężczyzny. Krzyczałam czy wszystko w porządku.
-Hej dobrze się czujesz? Dzwonić po karetkę? - pytałam przerażona.
-Proszę, nigdzie nie dzwoń. - odpowiedział cicho.
-Jesteś ranny? - zapytałam.
-Nie. - powiedział nie patrząc na mnie.
-Okej ale jest już trochę późno i.. - dążyłam.
-Nic mi nie będzie. - przerwał podnosząc się z ziemi.
-Mam nadzieję. - pomyślałam na głos. Zrobiło mi się głupio gdy spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Przepraszam. Może wejdziesz zrobię ci kawy czy coś tam. - odpowiedziałam szybko nie chciałam go przestraszyć.
-Będzie mi miło. - odpowiedział i poszedł za mną do bloku w którym mieszkałam.
Gdy weszliśmy do środka wtedy poczułam jak na zewnątrz było zimno.
-A więc kawy, herbaty a może kakao? - zaśmiałam się.
-Nie dzięki. - odpowiedział krótko.
-Ok. Czuj się jak u siebie. - powiedziałam.
Gdy weszłam do salonu z kubkiem herbaty nie spodziewałam się tego czego tam zobaczyłam.
-Nie za wygodnie ci? - spytałam podśmiechując.
Pokręcił tylko głową.
-Przecież żartuje. - powiadomiłam go.
-Jasne. - odpowiedział z uśmiechem.
-Caroline. - podałam mu dłoń.
-Kol. - uścisnął lekko moją rękę.
-Miło mi.- powiedzieliśmy w tym samym momencie.
-A więc Kol może zostaniesz na noc. - zaproponowałam trochę nieśmiało..
-Chciałbym, ale nie mogę. Moje rodzeństwo czeka na mnie w domu. - odpowiedział gładząc moje dłonie.
-Trudno może kiedy indziej. - powiedziałam smutno.
-Ej nie smuć się Care.. - mówił.
-Tak masz racje. - uśmiechnęłam się.
-Albo wiesz może zostanę.. - powiedział.
-Na pewno? - zapytałam.
-Tak, czemu nie. - odpowiedział.
Uśmiechnęłam się.
Mam nadzieję, że rozdział 1 się podoba. Jeśli przeczytaliście proszę o komentarze. :) //. Mikalisa
-Hej dobrze się czujesz? Dzwonić po karetkę? - pytałam przerażona.
-Proszę, nigdzie nie dzwoń. - odpowiedział cicho.
-Jesteś ranny? - zapytałam.
-Nie. - powiedział nie patrząc na mnie.
-Okej ale jest już trochę późno i.. - dążyłam.
-Nic mi nie będzie. - przerwał podnosząc się z ziemi.
-Mam nadzieję. - pomyślałam na głos. Zrobiło mi się głupio gdy spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Przepraszam. Może wejdziesz zrobię ci kawy czy coś tam. - odpowiedziałam szybko nie chciałam go przestraszyć.
-Będzie mi miło. - odpowiedział i poszedł za mną do bloku w którym mieszkałam.
Gdy weszliśmy do środka wtedy poczułam jak na zewnątrz było zimno.
-A więc kawy, herbaty a może kakao? - zaśmiałam się.
-Nie dzięki. - odpowiedział krótko.
-Ok. Czuj się jak u siebie. - powiedziałam.
Gdy weszłam do salonu z kubkiem herbaty nie spodziewałam się tego czego tam zobaczyłam.
-Nie za wygodnie ci? - spytałam podśmiechując.
Pokręcił tylko głową.
-Przecież żartuje. - powiadomiłam go.
-Jasne. - odpowiedział z uśmiechem.
-Caroline. - podałam mu dłoń.
-Kol. - uścisnął lekko moją rękę.
-Miło mi.- powiedzieliśmy w tym samym momencie.
-A więc Kol może zostaniesz na noc. - zaproponowałam trochę nieśmiało..
-Chciałbym, ale nie mogę. Moje rodzeństwo czeka na mnie w domu. - odpowiedział gładząc moje dłonie.
-Trudno może kiedy indziej. - powiedziałam smutno.
-Ej nie smuć się Care.. - mówił.
-Tak masz racje. - uśmiechnęłam się.
-Albo wiesz może zostanę.. - powiedział.
-Na pewno? - zapytałam.
-Tak, czemu nie. - odpowiedział.
Uśmiechnęłam się.
Mam nadzieję, że rozdział 1 się podoba. Jeśli przeczytaliście proszę o komentarze. :) //. Mikalisa
Subskrybuj:
Posty (Atom)












